Po rosyjskiej agresji: w Europie wiele musi się zmienić

2022.02.26

Fundacja Republikańska

  • Europa jest bierna i słaba, ale idzie po rozum do głowy
  • Rosję czeka wielka smuta
  • Niemieckie polityki poniosły klęskę
  • Federalizacja Unii jest nieakceptowalna
  • Trzymamy się Unii, ale musi się ona zmienić
  • Wzmacniajmy współpracę regionalną
  • Relacje polsko-niemieckie: do ułożenia na partnerskich zasadach

Agresja

Zuchwała napaść Rosji na Ukrainę potwierdziła, że celem Moskwy jest nie obrona czy zapewnienie  sobie strefy bezpieczeństwa, lecz wprost – obalenie dotychczasowego porządku geopolitycznego, kompensata historycznych strat i odbudowa mocarstwowej pozycji równej tej, jaką mają Stany Zjednoczone. To wojna z wyboru, nie z konieczności. Wojna zastępcza, którą Putin wszczął wobec Ukrainy, ale która wymierzona jest w UE, NATO i hegemonię USA.

I jak w 2014 r., tak i dziś Europa okazała się ponownie bezradna. Dopiero zdecydowana reakcja USA w postaci zwiększenia obecności wojsk amerykańskich na zagrożonej wschodniej flance NATO daje szansę na odstraszenie agresora.

Bezczynność Europy, lekkomyślny merkantylizm jej liderów, wreszcie podatność na szantaż gazowy, to dla Moskwy przejawy słabości i dowód, że Europa nie ma odwagi, woli i determinacji, by bronić swych wartości przed silniejszym napastnikiem (a właściwie przed każdym napastnikiem).

Polska może mieć poczucie satysfakcji, ale też powinna wyciągnąć wnioski na przyszłość. Rosyjska agresja obnażyła naiwność i samozadowolenie paru unijnych stolic, stawiających na dialog z Moskwą w ramach logiki bilateralnych interesów realizowanych ponad głowami i poza plecami innych członków UE. Zarówno ta logika, jak i składane przez nie propozycje ułożenia się na własnych zasadach spotkały się, jak wiemy, z lekceważącą dla unijnych liderów odprawą. Moskwa tak naprawdę traktuje europejskie mocarstwa i relacje z nimi jak pionki, które może rozegrać lub poświęcić w grze przeciw USA.

Mniejsza jednak o uczucia pielgrzymujących do Moskwy i publicznie tam upokarzanych polityków. Zachód przezwycięży w końcu swe słabości i ostatecznie to cyniczny przewódca Rosji poniesie odpowiedzialność za agresję i cierpienia ofiar wojny na Ukrainie. Jego też historia i rosyjskie społeczeństwo winić będą za pogrążenie kraju w międzynarodowej izolacji i gospodarczej stagnacji. Owszem, dziś eskalacja sankcji nakładanych na Rosję może budzić politowanie, skoro ich główny hamulcowy, kanclerz Niemiec, czyni wszystko, by oszczędzić samego Putina i nie wykluczyć niemieckiego biznesu (sic!) z systemu SWIFT. Lecz koniec końców Moskwa zostanie odcięta – głównie z powodu obaw USA o swą międzynarodową pozycję – od technologii, rynków finansowych, swobody podróżowania i zakupów za granicą. Nastąpi wówczas, na co liczymy, kolejna wielka smuta w imperialnej historii Rosji.

Skutki dla Polski

Dzięki historycznemu doświadczeniu, uczestnictwu w NATO i wreszcie dzięki polityce obronnej, jesteśmy strategicznie i mentalnie przygotowani do zmierzenia się z zagrożeniem ze strony Rosji. Pod względem operacyjnym zacieśniliśmy współpracę z siłami zbrojnymi USA, dokonaliśmy zakupów zwiększających nasze zdolności obronne i stworzyliśmy wojska obrony terytorialnej. Przed nami jeszcze lata zbrojeń i rozbudowy możliwości defensywnych i będziemy w stanie stawić czoła wrogim działaniom Rosji w ewentualnej kolejnej fazie jej ekspansji. Jako jeden z niewielu krajów europejskich na czas, być może w ostatnim momencie, rozpoczęliśmy przygotowania do najgorszego – zgodnie z zasadą si vis pacem para bellum. Jednocześnie, jak pokazują ostatnie zdecydowane działania Stanów Zjednoczonych, Polska znajdująca się na wschodniej flance NATO może jednoznacznie liczyć na wsparcie tego najważniejszego sojusznika.

Poza samą Ukrainą, Europa środkowa i kraje bałtyckie najszybciej odczują skutki rosyjskiej agresji. Napływ uchodźców z terenów objętych wojną jest nieunikniony; już przyjęliśmy dziesiątki tysięcy. Tej fali imigracji nie musimy się jednak obawiać. Mamy struktury i doświadczenie, jak sobie z nią poradzić. Nasza gospodarka bez kłopotu wchłonęła dotąd blisko milion pracowników z Ukrainy i wciąż potrzebuje kolejnych setek tysięcy.

Wstrząsowi poddane zostaną nasze relacje gospodarcze na kierunku wschodnim. Jako że w handlu zagranicznym jesteśmy otwarci przede wszystkim na współpracę w ramach UE, nie powinniśmy tego wstrząsu zanadto odczuć, choć boleć będzie. Pierwsze szacunki wskazują, że tempo wzrostu gospodarczego Polski może spowolnić o 1-1,5 p. proc. Polskie inwestycje na Ukrainie oraz eksport ucierpią, ale teraz – wobec zagrożenia egzystencjalnego, jakim jest ryzyko rozprzestrzenienia się wojny – zyski i straty handlowe mają drugorzędne znaczenie.

Sankcje, które Zachód nakłada na Rosję, uderzą też pośrednio i w polską gospodarkę. Europa jest uzależniona od rosyjskich surowców, a nowa polityka unijna, jeśli taka zostanie szybko przyjęta, przyniesie realne efekty dopiero za 2-3 lata. Nasze koncerny energetyczne są przygotowane na scenariusz wstrzymania dostaw paliw z Rosji, od lat bowiem prowadziły działania służące dywersyfikacji źródeł zaopatrzenia, ale okres przejściowy może się przeciągnąć. Mamy przy tym istotny atut. Energię elektryczną produkujemy głównie w oparciu o krajowy surowiec i – jak pokazały ubiegłoroczne zawirowania na rynku energii – w znacznie większym stopniu niż zachodnia Europa możemy kontrolować jej ceny. Zresztą w Niemczech renomowane ośrodki analityczne już sugerują, że priorytety polityki klimatycznej trzeba przynajmniej chwilowo odłożyć na półkę, albowiem ważniejsze jest bezpieczeństwo energetyczne. Ostatecznie musimy jednak liczyć się z tym, że w średnim terminie ceny energii i paliw wzrosną. Wdrażane tarcze antyinflacyjne i polityka pieniężna NBP będą miały sposobność, by potwierdzić swoją skuteczność.

Polska gospodarka jest dziś silniejsza niż parę lat temu i bardziej odporna na zaburzenia zewnętrzne. Szok ekonomiczny spowodowany wojną toczoną poza granicami naszego kraju nie powinien znacząco, tj. odczuwalnie dla gospodarstw domowych, obniżyć tempa wzrostu, nawet jeśli polski złoty przejściowo osłabnie, a perspektywy inflacyjne się pogorszą. Bądźmy dobrej myśli.

Sytuacja Polski w UE

Od kilku lat Polska była oskarżana na arenie unijnej o tzw. naruszanie praworządności i osłabianie mechanizmów demokratycznych. Uważamy te zarzuty za pochodną wewnętrznych procesów unijnych, mających mało wspólnego z faktycznym stanem rządów prawa w naszym kraju. Niemniej nacisk UE na Polskę rósł, w dużej mierze podsycany przez niemieckich polityków. To sprawia, że wciąż nie możemy się doczekać transferu środków na Krajowy Fundusz Odbudowy. Uważamy wstrzymywanie tych środków za jawnie dyskryminacyjne, bezpodstawne z punktu widzenia traktatów i szkodliwe dla spójności UE. Rosyjska agresja unaocznia, czym się różni państwo autorytarne, w którym rządzi arbitralne prawo autokraty, od państwa reformującego niewydolny system sprawiedliwości, w którym stan sędziowski pozostaje poza demokratyczną kontrolą. Jest czas na to, by zapamiętałe w swej ideologicznej gorliwości europejskie elity dostrzegły w końcu tę fundamentalną różnicę. Jest czas na opamiętanie się.

Strategiczna porażka Europy w relacjach z Rosją jest też lekcją dla europejskich elit. Żaden ośrodek polityczny na kontynencie nie ma monopolu na nieomylność. Zatem stolica nawet najbardziej  wpływowego państwa w Europie nie może mieć monopolu na narzucanie innym krajom swoich rozwiązań. Polityka kraju, który sam skąpi pieniędzy na obronność, który toleruje rosyjski lobbing i zarazem konsekwentnie odmawia wojskowej pomocy Ukrainie nie może być wzorem do naśladowania. Zuchwałość Putina uwidoczniła, że osławiona Ostpolitik, czyli niemiecka polityka cywilizowania i obłaskawiania Rosji, poniosła druzgocącą klęskę. Nie tylko nie doprowadziła do demokratyzacji Rosji, lecz, wręcz przeciwnie, ułatwiła Moskwie reaktywację jej imperialnych planów. Dziś sami Niemcy zastanawiają się, czy wskutek swego ambiwalentnego stosunku do Ameryki oraz braku decyzyjności w obliczu kryzysu nie utracili zarówno wiarygodności sojuszniczej, jak i zdolności do objęcia europejskiego przywództwa. Bezradność tego kraju wobec rosyjskiej agresji potwierdza z kolei słuszność strategicznego wyboru Polski, obstającej niezmiennie przy sojuszu z USA.

Wobec podważania przez rosyjskiego agresora idei suwerenności i prawa do samostanowienia krajów, które w odległej przeszłości choćby przez chwilę były w orbicie dawnego  imperium rosyjskiego, w najlepszym interesie Polski jest obrona istniejącego porządku geopolitycznego, pozostawanie  w UE przy zachowaniu zasady równorzędnego partnerstwa jej członków oraz niedopuszczanie do jakichkolwiek prób odtworzenia koncertu mocarstw. Pora skończyć z konstrukcjami, w których są mniej i bardziej uprzywilejowane państwa członkowskie. W rodzącym się nowym układzie  geopolitycznym dalsze funkcjonowanie uprzywilejowanych ośrodków unijnych, instrumentalnie traktujących mniejszych lub młodszych partnerów i centralizujących sposób podejmowania  decyzji, wcześniej czy później doprowadzić może do rozpadu Europy, jaką dzisiaj znamy.

Jesteśmy przekonani, że przywódcze ambicje Niemiec zostaną odłożone, przynajmniej na razie, na bok, a stara Ostpolitik – do lamusa historii. Deklaracje o tworzeniu państwa federalnego są dziś i w dającej się przewidzieć przyszłości nieakceptowalne. Rosja przestanie być priorytetem, niezależnie od tego, jak bardzo rozpaczać będą niemieckie firmy i stronnicy Moskwy. Dla Polski to sposobność na wypracowanie z Niemcami, nie rezygnującymi przecież ani z globalnych, ani regionalnych aspiracji, nowej, wspólnej polityki dobrosąsiedzkiej, w której punkt widzenia Polski na stan spraw na wschodzie Europy i jej interesy w zakresie bezpieczeństwa będą uwzględniane z należytą powagą. Format miński nie może się już powtórzyć.

Nie ma też mowy o tym, by pod płaszczykiem starań o przywracanie pokoju doszło do przyznania Rosji jakiejkolwiek strefy wpływów. Ukraina może nie obroni swej integralności, przynajmniej na dekadę. Na ten czas Polska powinna zaproponować jej ścisłą współpracę i pomoc w odbudowie gospodarki. Formaty Trójkąta Lubelskiego i Inicjatywy Trójmorza już są pod ręką. Nie widzimy powodów, byśmy tu oddawali pole innemu krajowi. Polska ze swym potencjałem gospodarczym i rosnącą rolą w regionie nie musi akceptować w tej sprawie rozporządzeń naszego najważniejszego sojusznika. Z historycznych względów pewnikiem jest, że w Europie Środkowej nie ma miejsca dla hegemonii jakiegokolwiek kraju. USA już pewnie wiedzą, że zbyt pochopnie przystały na taką rolę dla Niemiec.

W sferze gospodarczej UE znalazła się w sytuacji krytycznej – nie da się przemilczeć, że w dużej mierze za sprawą kraju mającego największy wpływ na decyzje instytucji unijnych. Z jednej strony gospodarki unijne zostały w ogromnym stopniu uzależnione od rosyjskiego gazu, z drugiej – poddane silnym zakłóceniom na rynku energii, m.in. wskutek forsowania jednego modelu polityki klimatycznej, przewidującego pośpieszne odejście od atomu. Ten przypadek zmusza do przemyślenia na nowo sposobu funkcjonowania UE. Centralizacja w postaci państwa federalnego będzie prowadzić do narzucania jednolitych rozwiązań typu one fits all, a tym samym do systematycznego lekceważenia interesów i potrzeb rozwojowych mniejszych państw. Twierdzimy więc, że dla spójności UE i dla jej pozycji w świecie polityka unijna musi wrócić do dawnych wspólnotowych zasad – bez dzielenia członków wspólnoty na lepszych i gorszych i bez motywowanego ideologicznie stygmatyzowania krajów mających odmienne stanowisko od unijnych liderów.

Na forum unijnym musimy zatem na nowo przywołać zasady politycznego konsensusu, solidarności i pomocniczości. Polityka polskiego rządu jest tu jednoznaczna:  trwamy przy Unii i trwamy przy zobowiązaniu do wspólnej odbudowy po kryzysie COVID. Dziś tę odbudowę wciąż nam się utrudnia pod pretekstem zarzutów rzekomych naruszeń praworządności. Jeżeli jednak nie dojdzie do kompromisu z poszanowaniem odrębności i interesów krajów uczestniczących w Funduszu Odbudowy, istnieje poważne ryzyko kolejnego exitu.

W polityce krajowej Polska powinna kontynuować to, na co już postawiła: inwestycje w odpowiedzialny rozwój i w bezpieczeństwo. Modernizacja armii już jest w toku, a nowo opracowywane narzędzia służące obronie Ojczyzny staną się wkrótce obowiązującym prawem. Planowana rozbudowa infrastruktury gazowej i energetyki jądrowej wraz z postępującą dywersyfikacją źródeł dostaw zwiększy stopień naszej suwerenności energetycznej i ograniczy skutki szoków wywołanych wojną za naszą wschodnią granicą. Gospodarka powinna samoczynnie, a tu i ówdzie z pomocą mądrej interwencji państwa dostosować się do zaburzeń płynących z zewnątrz.

W naszej polityce nie powinniśmy się przy tym zamartwiać obiekcjami niektórych stolic. Jakiekolwiek europejskie przywództwo początek swój brać może bowiem tylko w poszanowaniu interesów pozostałych partnerów w UE i w umiejętności zgodnej z nimi współpracy. Polska na tak rozumianą współpracę pozostaje otwarta.

Autorzy: Marek Wróbel, Artur Kluczny

Ostatnie Wpisy

Rzeczy Wspólne 42

2022.11.10

Fundacja Republikańska

Otrzymaliśmy dofinansowanie!

2022.11.09

Fundacja Republikańska

Odbudowa Ukrainy. Gospodarka i polityka – perspektywy, realia, możliwości.

2022.09.23

Fundacja Republikańska

WSPIERAM FUNDACJĘ

Dołącz do dyskusji