Cztery kluczowe wyzwania dla Polski

2023.12.11

Fundacja Republikańska

Świat, Europa i Polska budzą się ze snu o „spokoju”, „współpracy” i „końcu historii”. Jako państwo i naród, mający w pamięci naszą historię i trzeźwiejszy niż większość Zachodu ogląd rzeczywistości, nigdy nadmiernie nie wierzyliśmy w „tylko lepszą przyszłość” oraz „współpracę, dzięki której będą zanikać narodowe interesy”. Nie zmienia to faktu, że także nasz kraj i my, jego obywatele, powinniśmy sobie zdać i zdawać sprawę z wyzwań oraz zagrożeń dla naszego rozwoju czy wręcz egzystencjalnego przetrwania Rzeczypospolitej.

Wojna przyspiesza i wzmacnia proces wybudzania, choć nie wywraca naszych priorytetów. Ona uwydatnia nasze deficyty, stawia nas „pod ścianą”, wyrywa z myślenia „jakoś to będzie” albo że „inni się nami zajmą, mamy sojuszników, jesteśmy częścią Unii Europejskiej”. Wojna brutalnie wykazuje, że to ci gracze, którzy mają własną siłę i podmiotowość, liczą się w relacjach ze światem zewnętrznym. Ci są dostrzegani i szanowani. Oni mogą realizować własną politykę.

Dobitnie też weryfikuje mity o wyłącznie wspólnych interesach i dobrej woli partnerów w relacjach międzynarodowych, nawet jeśli należą formalnie do tej samej rodziny. Liczą się, jak zawsze, twarde narodowe polityki poszczególnych krajów. Nie ma miejsca na myślenie życzeniowe, że ktoś coś za nas załatwi, coś nam sprezentuje czy jakoś będzie nas faworyzował.

Dlatego warto zadawać sobie pytania: Jakie są najważniejsze punkty w narodowej agendzie, nad którymi trzeba się pochylać? Co zrobić, by te obszary działały sprawnie? Na pierwszy plan wysuwają się:

  • sprawna, nowoczesna gospodarka z rozbudowaną warstwą własnych technologii oraz firmami, które nie tylko mogą konkurować na globalnych rynkach, lecz także na tych rynkach wyznaczać trendy;
  • budowa sektora bezpieczeństwa wewnętrznego (w tym sektora energetyki) i zewnętrznego (głównie armia, ale także soft power oparta na zdolności przedstawiania własnego punktu widzenia w kluczowych dla nas stolicach oraz cały konglomerat odporności państwa – np. obrona cywilna, szkolenie obywateli, budowa schronów, cyberbezpieczeństwo) oraz takich relacji międzynarodowych, które dawałyby nam perspektywę wiecznego trwania, skutecznie odstraszały potencjalnych agresorów oraz upodmiotowiły nas na arenie międzynarodowej;
  • budowa sprawnego państwa, opartego na silnych instytucjach, wraz z komponentem budowy zaufania na linii obywatele–państwo, z wewnętrzną wolnością gospodarczą, dobrymi regulacjami i konkurencją, która napędza rozwój i jest strzeżona przez te silne instytucje;
  • poprawa naszej sytuacji demograficznej, rozumianej nie tylko jako podniesienie wskaźnika dzietności, lecz także zachęta Polaków do powrotów z emigracji, poszukiwania osób z polskimi korzeniami, które chcą osiedlić się w Polsce (Karta Polaka), imigracja osób innej narodowości z bliskich nam kulturowo krajów czy wybiórczy, pod względem potrzeb naszego rynku pracy, drenaż mózgów na całym świecie.

Wyzwania te wyznacza oczywiście paradygmat Polski i jej polityki jako kraju, który chce być podmiotowy – zarówno na arenie międzynarodowej (realizacja własnych interesów w otoczeniu zewnętrznym), jak i w polityce wewnętrznej (autonomia w kształtowaniu własnej ścieżki rozwoju i wyborów).

Nowoczesna gospodarka, własne marki

Wielką zaletą naszej gospodarki jest jej dywersyfikacja (m.in. nie ma u nas monokultury, mamy silny przemysł, rozbudowane usługi, zdywersyfikowany geograficznie i produktowo mocny eksport, silny rynek wewnętrzny), ambitni, przedsiębiorczy i dobrze wykształceni ludzie oraz wpięcie w światowy obieg gospodarczy. Mamy już trochę firm działających w skali globalnej (np. CD Projekt czy Fakro), ale po ponad 30 latach od rozpoczęcia procesu transformacji powinniśmy zacząć bardzo intensywnie zmierzać do przestawienia naszego rozwoju z podwykonawstwa w kierunku własnych technologii oraz własnych koncernów o ponadnarodowym, a docelowo globalnym zasięgu. Liczy się tu także postawienie na własne marki. Taką ścieżkę przeszła w dość krótkim czasie m.in. Korea Południowa, od której dzisiaj kupujemy uzbrojenie czy technologię jądrową.

To niezwykle istotne z perspektywy bogacenia się Polski oraz realnych możliwości rozwoju coraz lepiej wykształconych i mogących pracować wszędzie na świecie Polaków. Jeśli nie stworzymy im w kraju odpowiadającego ich aspiracjom rynku, to będą emigrować. Należy pamiętać o tym, że prawdziwą rentę zysku i marży osiągają te przedsiębiorstwa, które dysponują własną technologią, marką i działają w odpowiedniej skali. Przykłady można mnożyć, wszyscy jesteśmy choćby konsumentami usług gigantów technologicznych czy użytkownikami smartfonów; te firmy nie tylko należą do najzamożniejszych na globie, lecz także realizują dodatkowo własne interesy i kontrolują ważne domeny: informacyjną czy danych osobowych.

Niestety, w Polsce bardzo często zdarzało się w przeszłości, że sprzedawaliśmy nawet zaawansowane technologicznie firmy zagranicznym konkurentom (np. Telekomunikacja Polska czy Zelmer), często też nasze rodzime przedsiębiorstwa technologiczne trafiają na barierę wzrostu (stając się z małych – średnimi) i są sprzedawane za granicę. Mamy już jednak dużo mocnych kart, by budować tego rodzaju firmy w kraju. To rosnący ekosystem start-upowy (m.in. dzięki aktywności grupy Polskiego Funduszu Rozwoju), działające już na regionalnych czy wręcz globalnych rynkach własne przedsiębiorstwa, dobrze wykształceni – zwłaszcza w sektorze IT, nauk ścisłych, matematycznych – pracownicy, działający w Polsce duży sektor przemysłu, niezwykle ambitni rodacy, dobra marka na świecie („made in Poland” staje się oznaką jakości, choć wciąż niestety wiele wytworzonych w kraju towarów jest sprzedawanych pod zagraniczną marką).

Czas zatem na kolejny krok, by sprzedawać jak najwięcej produktów i usług pod własnymi markami. Oczywiście dobrze, gdyby były one jak najbardziej zaawansowane technologicznie, ale nie muszą to być wyłącznie tego rodzaju produkty i usługi. To może być np. sektor rolniczy czy meblarski, który tworzy świetne jakościowo produkty, ale w większości są one sprzedawane pod obcą marką i to zagraniczne koncerny odbierają najwyższą premię od końcowego nabywcy.

Potrzeba tu także zmian instytucjonalnych. Polacy są kreatywni, ale powinno się tak budować instytucje państwa (system podatkowy, regulacje prawne, wsparcie itp.), by naszym firmom opłacały się innowacyjność i rozwój. Żeby mogły – właśnie jak Korea Południowa – wprowadzać nowoczesne rozwiązania w kraju, a dzięki zdobytym tu doświadczeniom prowadzić ekspansję. Innymi słowy, nasze państwo i jego rynek powinny umieć wchłonąć kreatywność Polaków, a już na pewno jej nie blokować. W ten sposób zbudujemy przewagę nad innymi krajami.

To my powinniśmy stać się końcowym producentem towarów i usług, to u nas powinna być wytwarzana i pozostawać licencja oraz technologia, to u nas powinny funkcjonować centra badawczo-rozwojowe rozwijające produkty oraz zatrudniające najlepszych specjalistów. Pod takim warunkiem przeskoczymy do ekstraklasy światowych gospodarek.

Bezpieczeństwo i sojusze

Wojna za naszą granicą z podwójną siłą uzmysłowiła nam, jak kluczowym elementem naszej egzystencji są sprawy bezpieczeństwa oraz relacji międzynarodowych. Widzimy na własne oczy, że realna siła konwencjonalnej armii to wciąż kluczowe narzędzie odstraszania wroga i przetrwania państwa. Widzimy, że niezależność energetyczna (np. Gazociąg Bałtycki, gazoport w Świnoujściu) to kluczowy element własnej niepodległości oraz możliwości rozwoju. Widzimy, że sprawność działania różnego rodzaju służb bezpieczeństwa państwa jest elementem realnego reagowania na nadchodzące czy istniejące już zagrożenia (np. kryzys migracyjny na granicy z Białorusią). Widzimy wreszcie, kto jest naszym realnym sojusznikiem (lub ma z nami zbieżne interesy), a kto tylko ubierał się w jego szaty.

Ta perspektywa wskazuje nam drogę. Inwestowanie w armię, zakupy uzbrojenia, unowocześnianie sił zbrojnych – to nie są żadne kaprysy władzy, tylko jedyna możliwa ścieżka, by zachować pokój (odstraszanie), a w razie ewentualnego konfliktu przetrwać. Dobrze, by przy okazji tego wysiłku modernizacyjnego maksymalnie wykorzystać własne moce produkcyjne, a armia realizowała zamówienia i serwis uzbrojenia w oparciu o rodzime przedsiębiorstwa. To w bezpośredni sposób odnosi się do pierwszego z czterech wyzwań, o których pisałem wyżej. Zamówienia z armii w polskich firmach technologicznych (takich jak np. WB Electronics) będą dawać rodzimym producentom bardzo silną motywację do rozwoju wysokotechnologicznych produktów oraz zagwarantują, że nie będą szukać inwestorów poza granicami Polski. Zapewni to też tym firmom wstęp na zagraniczne rynki.

Podobnie rzecz się ma z energetyką. Tutaj są konieczne: dalsza dywersyfikacja źródeł dostaw, uruchomienie technologii jądrowych (w tym SMR), rozwój OZE jako elementu niezależności energetycznej, budowa infrastruktury energetycznej na linii północ–południe, własne wydobycie gazu czy wpływanie na politykę UE, by transformacja energetyczna nie odbywała się nadmiernym kosztem Polski.

Musimy także odnaleźć się na nowo w zmieniającym się błyskawicznie otaczającym nas świecie. Widać wyraźnie, że największy gracz w UE, tj. Niemcy, nie chce w Europie Pax Americana, a w naszym interesie jest ścisła współpraca z naszym zamorskim sojusznikiem. Do tego dochodzą niekorzystne dla nas tendencje federalistyczne w Unii, nowa rola Ukrainy po zakończonej wojnie, słabnąca Rosja, coraz agresywniejsze i totalitarne Chiny czy ewentualna budowa sojuszu państw Europy Środkowo-Wschodniej. Wszystko to wymaga strategicznego myślenia, planowania, budowania odpowiednich sojuszy oraz odpowiedniej siły wynikającej z gospodarki i demografii.

To wielkie wyzwanie na poziomie zarówno intelektualnym (opracowanie alternatywnych scenariuszy strategicznych, budowa profesjonalnych kadr i zespołów analitycznych o długim trwaniu), jak i operacyjnym (aktywna dyplomacja, poszukiwanie sojuszników, budowanie doraźnych i długotrwałych koalicji). Powinniśmy tu – ze względu na wykuwający się właśnie nowy ład światowy – być więcej niż aktywni.

Sprawne państwo, silne instytucje

Każdy z kryzysów uzmysławia nam, jak ważną rolę do odegrania ma państwo i jak wiele zależy od jego sprawności oraz sprawczości. Ostatnie doświadczenia to choćby umiejętnie uruchomiona pomoc firmom w czasie pandemii COVID-19, co zapobiegło ich bankructwom i wzrostowi bezrobocia, czy działania w czasie kryzysu uchodźczego w pierwszych tygodniach po wybuchu wojny na Ukrainie. W tym obszarze jest jednak wiele do nadrobienia.

Powinniśmy przede wszystkim zerwać z krótkowzrocznością i działaniem ad hoc. Władze państwa powinny dysponować odpowiednim zapleczem analitycznym, odpowiednio przez nie inspirowanym i zadaniowanym, by posiadać scenariusze działań na wypadek różnego rozwoju sytuacji. Powinno się też tworzyć całe instrumentarium gotowe do użycia na wypadek sytuacji nadzwyczajnych czy kryzysowych (m.in. obrona cywilna, wpięcie w system bezpieczeństwa cywili). Takiego myślenia i refleksji strategicznej często u nas brakuje, decydenci są nierzadko pochłonięci wyłącznie bieżącą grą polityczną, przez co brakuje czasu na zlecanie odpowiednim agendom czy instytucjom (których często wręcz brakuje) analiz rzeczywistości i badań, z których płynęłyby odpowiednie wnioski i rekomendacje. To elementarz zarządzania państwem w długim okresie.

W ślad za tym powinniśmy dysponować odpowiednimi organami państwa, które realizują odpowiednią politykę opartą na solidnych badaniach, a nie intuicji.

Ważnym elementem trwania państwa są też instytucje. Szacunek dla nich, odpowiednia kontrola wzajemna władz, ich balans – to daje pewność, że wszelkie zamachy na wolności obywatelskie czy nagłe „skręty” całej polityki państwa w jakimś kierunku będą hamowane przez pamięć instytucjonalną państwa oraz jego długoterminowe interesy.

Osłabianie instytucji, ich niedorozwój to oznaka słabości państwa i działanie na jego szkodę.

Demografia

Nie ma nic cenniejszego niż ludzie. To najważniejszy „zasób”, jakim dysponuje państwo. I chodzi tu zarówno o jego „jakość” (m.in. wykształcenie, struktura wiekowa), jak i o liczbę. Determinuje to rozwój i możliwości przetrwania. To szczególnie istotne w Polsce, położonej między Niemcami a Rosją.

Polska boryka się właściwie od czasu transformacji z dwoma poważnymi kryzysami na tym polu – malejącym wskaźnikiem dzietności niegwarantującym zastępowalności pokoleń oraz ujemnym saldem migracyjnym związanym z liczną emigracją Polaków (choć w ostatnim czasie ten trend jest przełamany, zwłaszcza liczną imigracją z Ukrainy).

Dlatego dobrze, że od kilku lat prowadzimy poważną agendę na rzecz rodzin. Powinna być ona jak najbardziej oderwana od bieżącej polityki oraz w jak największym stopniu oparta na poważnej diagnozie, analizie, doświadczeniach międzynarodowych i wypracowanych, profesjonalnych rekomendacjach. Żeby realizować swoją funkcję, polityka rodzinna powinna spełniać pięć podstawowych założeń:

  • musi obejmować cały zestaw rozwiązań – miks narzędzi, bo nie ma jednej cudownej recepty na skuteczną politykę rodzinną;
  • narzędzia jej prowadzenia powinny być adekwatne do sytuacji kraju – liczą się tutaj kultura, wartości, zamożność obywateli i ich oczekiwania. To, co działa nad Tamizą czy Sekwaną, niekoniecznie zadziała nad Wisłą;
  • musi być długofalowa – decyzja o potomstwie jest bardzo ważna i aby ją poważnie podjąć, trzeba „kalkulować” okoliczności na długie lata do przodu. Polityka rodzinna powinna być prowadzona ponad podziałami;
  • musi być odpowiednio finansowana, ale należy traktować wydatki na ten cel jako czystą, do tego bardzo opłacalną inwestycję;
  • wymaga współpracy wielu podmiotów – samorządów, organizacji pozarządowych, Kościoła, stowarzyszeń. W działaniach na rzecz rodzin powinno być bowiem aktywne nie tylko państwo, choć ono ma akurat w tej materii wiele do zrobienia i powiedzenia. Dopiero cała sieć tych organizacji może tworzyć kompleksowe i szyte na miarę rozwiązania.

Nie da się też prowadzić polityki na rzecz rodzin bez odwołania do wartości. To one porządkują narzędzia i określają metody. Refleksja powinna opierać się na czterech kotwicach aksjologicznych – podmiotowości, godności, wolności i wartości.

Rodzina jest podmiotem polityki, a nie jej przedmiotem. Szacunek do niej, do tego, w jaki sposób chce funkcjonować, jakie wartości wyznawać, wyznacza granice ingerencji państwa. Jego polityka powinna być wspierająca, a nie nakazowa. To zaufanie do rodziny, wynikające z podmiotowego jej traktowania, powinno wyznaczać ramy polityki rodzinnej.

Podobnie jak każdy człowiek ma przypisaną mu godność (wiele osób wierzy, że pochodzi ona od Stwórcy, inni mogą uważać, że z istoty człowieka), tak godność przypisana jest rodzinie. Państwo powinno zatem szanować w swojej polityce tę wartość i nie stawiać się ponad wyborami rodzin. Trzecią wartością jest wolność. Wybór, który podejmują rodziny, jest wartością, a państwo powinno w swojej polityce nie tylko go szanować, lecz także stwarzać takie warunki, by rodziny mogły z wolności korzystać. Musimy zdawać sobie sprawę, że rodzina jest niepowtarzalną i cenną, autoteliczną wartością. Szacunek państwa dla niej i jej wspieranie najzwyczajniej w świecie się opłacają.

Polityka rodzinna powinna w sferze operacyjnej dotykać czterech głównych obszarów: wsparcia finansowego rodzin, budowy usług dla nich (tutaj ogromnym zagadnieniem są mieszkania), polityki rynku pracy oraz edukacji, wzmacniania rodzinnych wartości, kwestii relacji.

Działania wyłącznie na polu poprawy dzietności nie wystarczą. Jej odbudowywanie to proces długofalowy, a osiągnięcie celu, jakim powinien być wskaźnik dzietności na poziomie 2,1, gwarantujący zastępowalność pokoleń, po uwzględnieniu doświadczeń innych rozwiniętych krajów okazuje się zadaniem niezwykle trudnym. Dlatego trzeba tu działać na pozostałych frontach. Poza Polską w krajach UE żyje ponad 2 mln Polaków, głównie z niedawnej emigracji poakcesyjnej. To ogromny zasób, o który powinniśmy zawalczyć. W wielu mniej rozwiniętych państwach żyje też wielu potomków Polaków, którzy mogliby rozważyć emigrację do kraju swoich przodków. Można tu wykorzystać mechanizm Karty Polaka.

Trzeba też zmierzyć się z polityką imigracyjną, zwłaszcza że mamy już nad Wisłą liczącą ok. 2,5 mln mniejszość ukraińską. Oczywiście, powinniśmy w polityce imigracyjnej stawiać na obywateli bliskich nam kulturowo krajów, ale proces ten powinien być uporządkowany i wtłoczony w ramy realizowanej strategicznie polityki. W wybranych specjalistycznych zawodach możemy posługiwać się modelami imigracyjnymi dojrzałych państw (np. Australia, Kanada, USA), by ściągać do siebie z całego świata dobrze wykształconych specjalistów (np. lekarzy, inżynierów czy informatyków).

Naszym celem powinno być nie tylko utrzymanie liczebności Polaków żyjących nad Wisłą, lecz także zwiększenie tego zasobu.

Synergia działań

Każdy z tych obszarów jest niezbędny do naszego przetrwania, dobrego funkcjonowania, rozwoju i naszej podmiotowości oraz sprawczości. Cóż bowiem z tego, że będziemy mieć silną armię, jeśli zabraknie do niej rekrutów (kulejąca demografia) albo gospodarka nie da rady sfinansować jej potrzeb. Albo cóż z tego, że będziemy mieć boom demograficzny i świetnie rozwijającą się gospodarkę, gdy państwo będzie zabijać obszary aktywności obywateli fatalną polityką regulacyjną, zamachem na instytucje czy krótkowzrocznością podejmowanych decyzji. Oznacza to, że lista wymienionych tu wyzwań ani nie jest spisem zadań uporządkowanych od najważniejszych do najmniej ważnych (wszystkie muszą być budowane i rozwijane równocześnie), ani nie można z tego kwadratu wyjąć jakiegoś elementu – bez każdego z nich nie da się zbudować całości.

Oczywiście rola państwa w poszczególnych obszarach jest różna. W gospodarce państwo powinno raczej stwarzać możliwości, tworzyć odpowiednie regulacje, dbać o interes narodowy i sprawne sądownictwo, a przede wszystkim dawać działać firmom. Inaczej jest, jeśli chodzi o budowę sprawnego państwa i mocnych instytucji. Tu rola państwa jest większa.

Polska stoi przed ogromnymi wyzwaniami, niezwykle mocno wzmacnianymi przez globalne napięcia i wyłanianie się nowego ładu międzynarodowego. Nie możemy przespać tego czasu. Od tego zależy los nas, naszych dzieci i wnuków. „Polska będzie wielka albo nie będzie jej wcale” – te słowa marszałka Piłsudskiego nie tylko nie straciły na ważności i aktualności, lecz także – w obecnej sytuacji – powinny się stać naszym memento.

Tekst pochodzi z 43. numeru Rzeczy Wspólnych. Link do sklepu

Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury

Dołącz do dyskusji