Al-Utryb w krainie Kalopów

Al-Utryb w krainie Kalopów

Piotr Bartula

Każdy obywatel Kalopei dążąc do realizacji własnego interesu, kierowany jakąś niewidzialną ręką, nie czytał innego Kalopa, podnosząc w ten sposób poziom publicznego dobra.

Ponieważ jednak nad Ministerstwem Nauki powiewał sztandar z mobilizującym napisem „Publikuj albo giń”, w licznych zakładach i instytutach trwała permanentna produkcja artykułów i książek, których, jak opowiedział Al-Utrybowi przydrożny Mędrzec, siedzący przy dziurze w drodze z błędnie ustawionym kalo-drogowskazem: „Nikt odpowiednio nieopłacony nie czytał, bo nie było po temu żadnych innych powodów”.

Kiedy Al-Utryb przybył na wyspę Kalopów, zarządzaną przez Ministerstwo Nauki i  Społeczeństwa Wiedzy [MNiSW], poczynił sporo ciekawych obserwacji. Konstytucja Społeczeństwa Wiedzy głosiła, iż wszystkie dzieci, począwszy od dziecka prezydenta, senatora, posła, aż do najniższego Kalopa, są jednakowo nauczane w systemie demokratycznej edukacji, zgodnie z zasadami sprawiedliwości społecznej. Każdy etatowy pracownik społeczeństwa wiedzy był elementem wielkiej machiny produkcji naukowych sprawozdań, które podlegały corocznej wycenie. Chcący więc zachować posady kalo-intelektualiści uczyli się starej sztuki ketmana pracy zawodowej, uprawiając różnego rodzaju gry z edukacyjnym Księciem. Aby uniknąć otwartej z nim konfrontacji, stawali się politykami, pragmatykami, strategami, kalkulatorami, dyplomatami, legalistami lub cynikami. Wszechobecną w krainie Kalopów strategię  ketmana pracy zawodowej Al-Utryb stwierdził przede wszystkim podczas konferencji poświęconej zagadnieniu prawdy w życiu publicznym. Kolejni mówcy wygłaszali tam filipiki przeciwko idei względności norm, albowiem w Kalopei królował wszechobecny esencjalizm pojęciowy rodem z filozofii Platona. Czyniąc kolejny „przypis” do filozofii tego wielkiego myśliciela, Rada Nocna sympozjonu ketmaniła za kulisami, poza zasięgiem monitoringu Centralnego Komitetu Cytowania i  Punktowania [CKCiP]. W tym konkretnym przypadku rada była złożona z reprezentantów dwóch zaprzyjaźnionych prowincji Kalopej i Kasłacji, należących jednak do Wspólnoty Demokratury Praw Człowieka [WDCP]. Wzajemne publikowanie w sąsiednich prowincjach WDPC pozwalało im bowiem uzyskać potrójne przebicie rodzimej waluty punktacyjnej na democytaty i człekopublikacje. Jedna Kalopka wygłosiła na bankiecie Rady Nocnej toast: „Cytuj innych tak, jakbyś chciał aby i ciebie cytowano zgodnie z założeniami powszechnego prawa, które Ministerstwo Społeczeństwa Wiedzy wysoko sobie ceni, jako nowy rodzaj agonalnej i egzystencjalnej konkurencji o posady”.

Ani jednej własnej myśli

Al-Utryb uczestniczył także w konferencji pt. „Tworzenie fikcji w życiu publicznym”. Zgodnie z postulatem głoszenia prawdy główny organizator konferencji w ramach strategii ketmana pracy zawodowej – sugerował bez ogródek taktykę wzajemnych cytowań oraz wolną i bezgotówkową wymianę recenzentów pomiędzy bratnimi ośrodkami, w ciężkich czasach kapitalizowania punktów warunkujących awans w krainie Kalopów. Dodać wypada, że liczba tytułów i stanowisk wystarczała w Kalopei do zdobywania w ciągu całego życia: mgr asystent, dr, asystent, dr adiunkt, dr adiunkt hab., docent, prof. uczelniany, prof. nadzwyczajny, prof. zwyczajny, prof. tytularny. Zdobywanie tych stanowisk i tytułów było w Kalopei traktowane jako panaceum na domniemane lenistwo i stagnację umysłową pracowników człeko-kalo-humanizmu, członków nowej klasy próżniaczej. Podczas konferencji wyżsi stopniem przemawiali do niższych stopniem, ci zaś do tych, którzy nie zdążyli jeszcze wyjechać na  kolejną międzynarodową konferencję – ze względu na wysokość punktacji innych w Kalopei nie było –  przy czym wszyscy otrzymywali certyfikaty udziału w obradach jako jednakowe dla wszystkich wynagrodzenie.

Okazało się także, iż pod koniec każdego roku do Centralnej Komisji słały kopie owych certyfikatów oraz sprawozdania punktacyjne całe zastępy kalopskich humanistów młodego i starszego pokolenia, a także kalopowie średniego pokolenia. Do CK spływały też oceny kalopskich studentów, gdyż w Kalopei nauczyciele byli oceniani przez uczniów, których zachęcano do tego nagrodami pieniężnymi, zgodnie z formułą demokratycznej  partycypacji i deliberacji. Wiązało się to przede wszystkim z zaniechaniem dawnego zwyczaju pisania esejów, gdyż podnosiło to ryzyko oskarżenia kaloprofesora o odchylenie subiektywistyczno-indywidualistyczne. Jaką bowiem obiektywną miarą oceniać młodych ludzi, skoro styl to człowiek, a stylów w świecie humanistyki jest dostatek, a nawet nadmiar. Tedy w ich miejsce wprowadzono powszechny test na kartach skanerowych, który – z punktu widzenia wymogów sprawiedliwej oceny – był o wiele bezpieczniejszy, albowiem licząca punkty maszyna była bardziej nieprzekupna niż sam Maximilien de Robespierre i obiektywna bardziej niż transcendentalny rozum Immanuela Kanta. Rychło okazało się, iż w krainie Kalopów zakazano także pisania w pierwszej osobie liczby pojedynczej, jako objaw anarchii, libartarianizmu i kontrkultury. Jedna Kalopka po dwustopniowych studiach humanistycznych zwierzyła się Al-Utrybowi, że nawet w listach do narzeczonego operuje zwrotami w rodzaju: „mówimy”, „stwierdzamy”, „konkludujemy”, dodając do maili liczne przypisy, by nie być przed ślubem posądzona o plagiat. Narzeczony był już bowiem po obronie pracy naukowej, przy czym za prace naukowe uznawano w Kalopei tylko takie, których autor udowodnił, że nie ma ani jednej własnej myśli. „Czy to Pan napisał?,” pytał niejeden spolegliwy kaloprofesor swojego kalomagistranta-licencjanta, a na odpowiedź: „Tak, to ja” doradzał:

„Istotnie, widać, że Bóg nie poskąpił Panu literackich talentów, ale nie na tym sprawa polega. Niech Pan teraz napisze, u kogo Pan to przeczytał, bo Człeko-Kalo-Komisja tego nie uzna”. W ten sposób wprowadzał go w arkana uniwersyteckiego ketmana pracy zawodowej.

„Publikuj albo giń!”

W krainie Kalopów wprowadzono z czasem obowiązek pisania prac w uniwersalnym języku Globalnej Demokratury Człekowiska, a to w celu ułatwienia wszystkim prowincjom zaznajomienia się z rodzimą myślą filozoficzną, polityczną i społeczną. Myśliciele kalopscy spędzali zatem wiele czasu na pisaniu wypracowań pod ogólnym tytułem „Coś u Kogoś”, byle z Euroatlantyckiego Centrum Rozwoju Wiedzy. Była to logiczna konsekwencja zdobycia przez to centrum imperialnej władzy nad światem (i zarazem promocja Końca Historii), prowadzącego notabene liczne wojny w imię idei wiecznego pokoju. Było to dosyć oczywiste i logiczne,  nie od dzisiaj wiadomo było Al-Utrybowi, że granicą wpływu i władzy każdego imperium jest narzucany przezeń język urzędowej humanistyki. W krótkim czasie okazało się, że zgodnie z tym obowiązkiem najwięcej punktów zebrały zakłady, w których zatrudniono metojków, ci bowiem pisząc w językach kraju swojego urodzenia, uzbierali ogromną liczbę punktów dla tubylców. Z czasem zatrudnianie metojków na kalopskich uniwersytetach stało się powszechnym zwyczajem, zgodnym z nieuchronnymi procesami globalizacyjnymi. Pociągało to za sobą umiędzynarodowienie licznych komisji, badających jakość i liczbę  powstających w Kalopei sprawozdań, czy aby spełniają one kryteria awansu. W ramach zdrowej konkurencji z metoikami Kalopowie tak byli zajęci tłumaczeniem swoich tekstów na języki obce, że swoich kolegów nie mieli już czasu czytać, a tym bardziej o nich dyskutować. Niejeden Kalop zdawał sobie zresztą dobrze sprawę, że jego kolega – w ramach ketmana pracy zawodowej – streszcza myślicieli zagranicznych i nie czytał tych sprawozdań,  lecz nie tracąc czasu, także streszczał innych myślicieli celem gromadzenia odpowiedniej ilości punktów. W ten oto sposób każdy obywatel Kalopei dążąc do realizacji własnego interesu, kierowany jakąś niewidzialną ręką, nie czytał innego Kalopa, podnosząc w ten sposób poziom publicznego dobra. Ponieważ jednak nad Ministerstwem Nauki powiewał sztandar z mobilizującym napisem „Publikuj albo giń!”, w licznych zakładach i instytutach trwała permanentna produkcja artykułów i książek, których, jak opowiedział Al-Utrybowi przydrożny Mędrzec, siedzący przy dziurze w drodze z błędnie ustawionym kalodrogowskazem: „Nikt odpowiednio nieopłacony nie czytał, bo nie było po temu żadnych innych powodów. Wszędzie książek było bardzo dużo, co stanowiło przeszkodę docierania do rzadkich pozycji wartościowych”.

Kalopowie dowiedzieli się też od swoich szpiegów zza granicy, iż w Kraju Powszechnej Demokratury – w ramach wielokulturowego państwa – zdarza się niekiedy, że o awansie decydują okoliczności pozamerytoryczne, mające pozytywny wpływ na ranking uczelni, np. płeć lub kolor skóry, pochodzenie etniczne, polityczne szkody w przeszłości. Przez jakiś czas trwały starania Kalopów o objęcie ich akcją afirmatywną jako postkomunistycznych kalo-europian Powszechnej Demokratury, w ramach polityki nacjonalizmu ofiar. Wtedy musieliby być przymusowo wykładani i czytani oraz kupowani. Jednak w Centrali Praw Człowieka  zapadła decyzja na „nie” i w związku z tym myśliciele zagraniczni również nie czytali kalostreszczeń  swoich własnych publikacji.

Opiekuńcze dłonie demokracji

Kiedy Al-Utryb rozważał problem nowego ketmana i jego skutków w Kalopei, wpadła mu w rękę książka XIX-wiecznego podróżnika, niejakiego pana Alexis’a de Tocqueville’a, który z kasandryczną precyzją ujawniał skryty despotyzm demokratycznej władzy w przyszłości: „Bierze ona w swoje opiekuńcze i potężne dłonie każdego człowieka po kolei i ulepiwszy go wedle własnego upodobania, pochyla się z kolei nad całym społeczeństwem. Oplątuje je siecią małych, zawiłych, drobiazgowych i jednolitych reguł, których zerwać nie potrafią nawet najoryginalniejsze umysły i najżywotniejsze duchy, chcące wznieść się ponad tłum. Nie łamie woli, lecz ją osłabia, nagina i opanowuje. Rzadko zmusza do działania, lecz zawsze staje na przeszkodzie wszelkiemu działaniu. Nie niszczy, lecz dba, by nic się nie rodziło. Nie tyranizuje – krępuje, ogranicza, osłabia, gasi, ogłupia i zamienia w końcu każdego człowieka i każdy naród w stado onieśmielonych zwierząt, których pasterzem jest rząd”.

„Ameryka!” – wykrzyknął Al–Utryb, a szeptem dodał: „ale w Kalopei” – i w obawie przed monitoringiem CK czym prędzej do swoich notatek jął dodawać przypisy:

Słowniczek wyrazów użytych w tekście

1.         Ketman – specyficzna metoda obrony przed zniewoleniem wewnętrznym, obrana przez ludzi, którzy przymusowo lub dobrowolnie połknęli pigułkę Murti Binga (mongolski filozof z powieści Stanisława Ignacego Witkiewicza „Nienasycenie”), czyli dostarczony im drogą organiczną światopogląd i kryteria awansu społecznego. Ketmana nie należy mylić ze zwykłym oportunizmem. Termin ten spopularyzował swego czasu znany uciekinier z Kalopei, zatrudniony na uniwersytecie mimo braku naukowego stopnia.

2.         Kalop – Polak

3.         Demokratura – neologizm opisujący sytuację, w której fasadowo funkcjonują struktury demokratyczne, ale faktyczną władzę sprawują korporacje infiltrujące, korumpujące i uzależniające od siebie wszystkie struktury państwa. Wizja ta, będąca dotąd przewodnim motywem powieści z gatunku political fiction, staje się niebezpiecznie realna w wersji władzy oligarchii urzędników.

4.         Wojciech Gutkowski, „Podróż do Kalopei”, Towarzystwo Przyjaciół Nauk w Warszawie, 1817. Kalopeia to państwo dobrobytu, które w Australii założył król Bolesław Śmiały wraz ze swoją drużyną.

5.     Alexis de Tocqueville, „O demokracji w Ameryce”, rozdział „Jaki rodzaj despotyzmu zagraża demokratycznym narodom?”

6.         Mędrzec – Bronisław Łagowski. Artykuł „Błędne drogowskazy”

7.         Al-Utryb – Bartula

Piotr Bartula (ur. 1957), filozof i eseista, pracownik naukowy Zakładu Filozofii Polskiej Uniwersytetu Jagiellońskiego. Zajmuje się polską oraz zachodnią filozofią polityki i społeczeństwa. Autor książek: Kara śmierci – powracający dylemat (1998), August Cieszkowski redivivus (2006), Liberalizm u kresu historii (2011) oraz esejów publikowanych w periodykach i wydaniach zbiorowych.

Tekst wygłoszony pierwotnie na konferencji „Cóż po uniwersytecie w czasach marnych? Tożsamość uniwersytetu w sytuacji cywilizacyjnych przemian”, która odbyła się w dniach 2324 lutego 2012 r. na Uniwersytecie Pedagogicznym w Krakowie.

Komentarze

Avatar

Zespół "Rzeczy Wspólnych"

Related Articles

Close