Po wojnie będzie inaczej

2022.04.15

Fundacja Republikańska

Jak zakończy się wojna na Ukrainie, nie wiem (tekst jest pisany wieczorem 21 marca). Można przyjąć, że zwycięstwem Ukrainy.

Trudno powiedzieć, czy będzie to zwycięstwo walne czy częściowe. Niemal na pewno utrzymają się dotychczasowy rząd i prezydent, a przede wszystkim prozachodni i antyrosyjski wektor ukraińskiej polityki. Nawet, a może, zwłaszcza gdy pokój trzeba będzie okupić zgniłym kompromisem w rodzaju uznania utraty Krymu i Donbasu czy nawet większego terytorium, cały czas będzie można mówić o zwycięstwie Ukrainy. Oczywiście, nikt rozsądny nie domaga się od Wołodymyra Zełeńskiego uznania rosyjskich żądań, ale nawet gdyby tak się stało, Ukraina wciąż wygrywa, podobnie jak Finlandia w 1940 r.

Porażką byłaby nie utrata jakichś terytoriów, ale powrót do rosyjskiej strefy wpływów, nieuchronnie kończący się statusem podobnym do Łukaszenkowskiej Białorusi czy – żeby trzymać się skandynawskiego porównania – Finlandii po 1945 r. Trzy tygodnie wojny pokazały, że na Ukrainie praktycznie nie ma chętnych do dobrowolnego przystąpienia do russkowo mira, a sytuacja wojskowa w żadnym razie nie zapowiada przystąpienia wymuszonego. Rosjanie po prostu nie dają rady.

Wojna kiedyś się skończy, a Rosja tak czy inaczej poniesie porażkę, choć mówić będzie o sukcesie „specjalnej operacji”. Władimir Putin ma skromne szanse na jej przetrwanie. Nowa ekipa (a dokładniej: stara, lecz z nową fasadą) w Rosji będzie starała się odbudować relacje ze światem. Również część przywódców zachodnich będzie dążyć do przywrócenia status quo ante.

Świat i Europa nie będą już jednak takie same, bo być nie mogą. Polska także nie może sobie pozwolić na powrót do starej pozycji, zwłaszcza że od lat przygotowywała się do nowej. Sytuacja się zmieniła, business as usual ustąpi miejsca the new normal.

Poniżej niektóre obszary zmiany i pożądana polityka Polski wobec nich.

Ukraina

Na mapie świata pojawił się nowy gracz: Ukraina. Można rzec, że z posowieckiej mgły wyłoniło się nie tylko silne i zadziwiająco sprawne państwo, ale wręcz nowy naród. Konkretnie właśnie na naszych oczach kończy się proces formowania narodu ukraińskiego, rozpoczęty w XVI w. gdzieś w chortyckiej siczy. Dziś naród ma swoją tożsamość, nowe mity i bohaterów, a przede wszystkim pełną i powszechną wolę obrania kierunku innego, niż narzucono mu na stulecia.

Polską racją stanu jest proces ten wspierać i Polska to robi tak wydajnie, że nie będzie przesadą powiedzieć, że bez naszej przychylności i pomocy Ukraina nie oparłaby się rosyjskiej agresji.

Po wojnie w naszym najlepszym i wspólnym interesie będzie, by Ukraińcy pamiętali, kto im pomógł realnie, a kto tylko ogłaszał strategiczne zwroty. Nie po to, by w nieskończoność wyrażali nam wdzięczność czy nawet wyjaśnili sprawy z historii z Wołyniem na czele (choć oczywiście jest to niezwykle ważne), ale po to, by zrozumieli, gdzie leży ich interes, na kogo mogą liczyć w trudnej chwili i dlaczego nie są to Niemcy. Jeśli Ukraińcy odrobią lekcję, zadaną im zresztą przez naszych zachodnich sąsiadów co najmniej od czasu Nord Stream 1 i Krymu, to będą gotowi na prawdziwe partnerstwo regionalne i atlantyckie, co w dalszej przyszłości może zaowocować blokiem, który odrodzi Europę, a przynajmniej jej część.

Bez złudzeń: Ukraina nie zostanie przyjęta do NATO ani Unii z dnia na dzień. Poza tym, że nie spełnia najróżniejszych wymogów akcesyjnych, nie ma też całkowitej zgody starych członków na uruchomienie precedensowej szybkiej ścieżki. Wobec tego rolą Polski będzie aktywne tworzenie różnych formatów i porozumień zastępczych, które będą zbliżać Ukrainę do świata zachodniego na polach bezpieczeństwa, gospodarczym czy kulturalnym. Oczywiście bardzo istotne będą także połączenia infrastrukturalne, które odwrócą naszego sąsiada z kierunku północnego i wschodniego na zachodni, co już się rozpoczęło.

USA i Wielka Brytania

Reset Joe Bidena i Olafa Scholza nie wypalił. Amerykanie spróbowali i szybko się przekonali, że z Rosjanami nie da się współpracować na cywilizowanych zasadach, a Niemcy w roli samodzielnego lidera Europy nie radzą sobie i są nielojalni wobec Amerykanów.

Trzeba zatem uznać, że amerykański powrót do Europy, zwłaszcza Środkowej, będzie miał charakter trwalszy. Nie sprawdzają się przewidywania ekspertów, którzy wieszczyli całkowite skupienie supermocarstwa na Azji Wschodniej.

Jasno z tego wynika, że Polska wraca do atlantyckiej gry i to w charakterze regionalnego mocarstwa. Czy szansę wykorzystamy, to już inna sprawa, ale bez wątpienia szansę dostaliśmy, i to większą niż za opłakiwanego przez prawicę Donalda Trumpa.

Bardzo ważna w nowym układzie jest i będzie rola Wielkiej Brytanii jako europejskiego wice-USA, a zarazem samodzielnego mocarstwa w starym stylu. Jeśli żałujemy w Polsce wyjścia Brytyjczyków (jako czynnika równoważącego Niemców i Francuzów) z Unii, to można powiedzieć, że ich postawa w czasie obecnego kryzysu do pewnego stopnia nam to rekompensuje.

Rosja i Białoruś

Pozycja obydwu dyktatorów jest zagrożona. Jednego, bo przegrywa wojnę, którą sam zaczął, a drugiego – bo boi się do niej wejść (w dodatku niedawno spacyfikował masowe protesty, które omal go obaliły).

Perspektywy Rosji są fatalne: ograniczenie eksportu i importu, ucieczka starych i brak nowych inwestorów zagranicznych, zatrzymanie rynku kapitałowego oznaczają ogromny kryzys gospodarczy dotykający wszystkich warstw społecznych. Dochodzi do tego kompletny upadek prestiżu i soft power Rosji. A także kolosalna antyreklama dla rosyjskiego przemysłu zbrojeniowego.

Kompromitacja potężnej armii rosyjskiej oznacza także, że jej odbudowa zajmie dekady. I to chude dekady, kiedy Rosja będzie popadać w coraz większą zależność od Chin.

W naszym interesie jest, by rosyjska smuta trwała długo i była głęboka. Polska dyplomacja powinna zabiegać, by po zmianie lokatora Kremla na „młodego, prozachodniego reformatora” Zachód nadal był nieufny i utrzymywał Rosję za kordonem sanitarnym. Oczywiście, oczekiwanie pełnej izolacji nie jest realistyczne (przecież nawet dziś Niemcy, Francja i wiele innych krajów na nią nie pozwalają), ale spadku do niższej międzynarodowej ligi – jak najbardziej.

Ma się rozumieć, w przypadku rosyjskiego ataku na terytorium lub jednostki NATO sytuacja międzynarodowa Rosji byłaby jeszcze trudniejsza.

Niemcy i Unia Europejska

Poza Rosją i Białorusią największym przegranym tej wojny będą, a raczej powinny być, Niemcy. Ostatnia dekada ich polityki to pasmo porażek, a rosyjska agresja i niemiecka postawa wobec niej są niejako ukoronowaniem procesu. Polityka klimatyczna i energetyczna, kryzys migracyjny sprzed kilku lat, obłaskawianie Putina, przedkładanie biznesu z Chinami nad wzmacnianie zachodniego systemu bezpieczeństwa – to chyba wystarczy, by wystawić Niemcom bardzo niską notę.

Polska o Niemczech musi się nauczyć czegoś nowego, co dotychczas było wiadome nielicznym: berlińska i monachijska klasa polityczna jest nie tylko interesowna i nastawiona na cyniczne interesy. To wiemy nie od dziś. Ona jest także niekompetentna i na pewno nie zasługuje, by prowadzić Europę ku świetlanej czy jakiejkolwiek innej przyszłości.

Nie ma też wielkich widoków na szybką zmianę za Odrą. Sławne przemówienie kanclerza Scholza wprawdzie było zaskakujące, ale następujące po nim decyzje i deklaracje każą wątpić, czy „historyczny zwrot” będzie czymś więcej niż tylko ostrożnościową korektą. Co prawda skala powiązań niemiecko-rosyjskich jest tak wielka, że nawet i korekta dobra, bo oznacza zapewne całkowite pogrzebanie Nord Stream 2 i ewentualnych projektów polityczno-gospodarczych z gatunku Eurazji.

Poza tym jak zwykle: Niemcy już są z siebie zadowoleni i znaleźli nawet winnego, to jest Gerharda Schrödera (nawet nie Angelę Merkel). Czekają na upadek Kijowa lub inny powód skłonności Ukrainy do ustępstw.

Dla nas i co najmniej krajów regionu Trójmorza, a także Skandynawów (i wszystkich myślących Europejczyków) sprawa jest jasna, choć niełatwa. Europa, jeśli ma uniknąć w przyszłości fatalnych błędów, musi wypracować nowy model współpracy czy po prostu powrócić do idei ojców założycieli Unii Europejskiej. Niemcy powinni wrócić do szeregu równych i wolnych partnerów. A Francuzi wraz z nimi.

Oczywiście, nie należy zapominać o roli i jakości brukselskiej elity pochodzącej przecież nie tylko z Niemiec. Polska wraz z innymi krajami powinna działać na rzecz zatrzymania i przeglądu najróżniejszych unijnych polityk, na czele z pełzającą i poza traktatową federalizacją oraz polityką klimatyczną.

Inaczej kolejnych aktów przywództwa możemy nie przetrzymać. Unia musi być zreformowana albo pociągnie nas w następne kryzysy. Niemców także.

Trójmorze i inne formaty

W czasie wojny i przed nią wiele zdarzyło się w naszym regionie, po części w wyniku wzrostu napięcia, a po części – zmian w niektórych krajach, takich jak Czechy czy Rumunia. Klimat dla współpracy regionalnej można uznać za coraz lepszy. Kraje naszej części Europy co do Rosji chyba nigdy nie miały złudzeń, a wobec Niemiec pozbywają się ich, przynajmniej do pewnego stopnia.

Wzrośnie więc jeszcze bardziej i tak już duża rola wschodniej flanki NATO, inicjatywa Trójmorza ma szansę dostać nowej energii po odzyskaniu wsparcia USA, pojawił się pomysł rozszerzenia V4 o Ukrainę, nowego znaczenia nabierze Trójkąt Lubelski. Zapewne rozwinie się najbardziej dotychczas zagadkowy format Londyn-Warszawa-Kijów, na temat którego znamy więcej spekulacji niż faktów. Zapewne ma stanowić rodzaj tymczasowego NATO-bis-light.

Pojawiają się i znacznie dalej idące koncepcje, np. dwustronnego sojuszu polsko-ukraińskiego, a nawet myśli o Rzeczypospolitej Dwojga, Trojga czy nawet Czworga Narodów. Nie trzeba jednak wybiegać aż tak daleko w przyszłość czy krainę fantazji, by zauważyć, jak ogromne możliwości dla współpracy krajów regionu się otwierają.

Do przemyślenia polityki rządu węgierskiego możemy przejść później, o ile kwietniowe wybory nad Dunajem nie zdezaktualizują tematu.

I wiele innych

Wojna, przesilenie i nowy układ wpłyną na te obszary i wiele innych pominiętych powyżej. Choćby politykę obronną i zbrojenia, rynek pracy, rozwój społeczeństwa obywatelskiego czy wynik przyszłorocznych wyborów. Albo relacje obecnej formacji rządzącej z tzw. prawicą europejską, która właśnie straciła obiekt westchnień, jakim dla części z niej był Władimir Putin.

Tak czy inaczej: choćbyśmy wszyscy pragnęli, by wszystko znów było po staremu, to nie będzie. I dobrze, choć trochę straszno.

Marek Wróbel – Prezes Fundacji Republikańskiej

Tekst ukazał się w 40. numerze Rzeczy Wspólnych.

Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury

Ostatnie Wpisy

Kapitały żelazne Fundacji Republikańskiej – film promocyjny

2022.07.04

Fundacja Republikańska

The Polish-Czech vision of the future for the EU.

2022.07.01

Fundacja Republikańska

Odbudowa Ukrainy: moralny obowiązek i szansa dla biznesu

2022.06.13

Fundacja Republikańska

WSPIERAM FUNDACJĘ

Dołącz do dyskusji

Administratorem danych osobowych jest XXX, który dokonuje przetwarzania danych osobowych Użytkowników zgodnie z przepisami ustawy z dnia 29 sierpnia 1997 roku o ochronie danych osobowych (t. jedn. Dz.U. z 2002 r., nr 101, poz. 926 ze zm.) oraz ustawy z dnia 18 lipca 2002 roku o świadczeniu usług drogą elektroniczną (Dz. U. nr 144, poz. 1204 ze zm.). Operator Serwisu zapewnia Użytkownikom realizację uprawnień wynikających z ustawy o ochronie danych osobowych, w szczególności Użytkownik ma prawo wglądu do swoich danych osobowych oraz prawo do ich zmiany, poprawiania i żądania ich usunięcia.