Radziejewski: Afera taśmowa, czyli kapitalizm polityczny wiecznie żywy

Radziejewski: Afera taśmowa, czyli kapitalizm polityczny wiecznie żywy

Przyglądając się aferze taśmowej w PSL trudno się oprzeć de ja vu. Korupcja, kumoterstwo, nepotyzm, obchodzenie prawa, wyprowadzanie publicznych pieniędzy do prywatnych kieszeni – wszystko to już było. Zwłaszcza ludziom z partii, która wydała przysłowiowego już „Staszka, który chciał się sprawdzić w biznesie”, której lider nie waha się komentować ujawnionych przypadków nepotyzmu mówieniem, że dobrze jest, gdy dzieci idą w ślady rodziców, doprawdy trudno się dziwić, kiedy robią trzeciorzędne przekręty w trzeciorzędnej firmie.

Skąd więc całe to medialne podniecenie? Kolejny raz widać, jak infantylna jest nasza debata: gdy systemowe problemy z korupcją opisują naukowcy (na przykład prof. Antoni Kamiński), gdy piętnuje je w swoich raportach Najwyższa Izba Kontroli – żaden dziennikarski pies z kulawą nogą się tym nie zainteresuje. Znacznie większe afery (jak ostatnio infoafera, o skali co najmniej 2 mld złotych) cieszą się może promilem uwagi poświęcanej w ostatnich dniach konwersacji dwóch „Władków”. Co innego, gdy komuś istotnemu zależy na ujawnieniu mało znaczącej rozmowy i podeśle jej nagranie prasie – wtedy mamy ogólnopolskie larum.

Jeśli więc jest w tej całej aferze coś interesującego, to – poza obserwacją, jak nasi dziennikarze dają się wodzić za nos grupom interesów i dociekaniami, komu na nagłośnieniu sprawy zależało i dlaczego – to, jak trwały jest fenomen kapitalizmu politycznego, który Jadwiga Staniszkis opisała jeszcze w latach 90. (zwłaszcza fundamentalny „Postkomunizm”!), i to w jego siermiężnym, rodem z pierwszej dekady transformacji, „Władkowym” wydaniu.

Kapitalizm polityczny zrodził się w Polsce lat 80. z próby kontrolowanego przejścia od bankrutującego socjalizmu do kapitalizmu i miał swoją rację bytu – jako sposób akumulacji prywatnego kapitału w warunkach braku kapitału (podobnie pod wieloma względami na gruzach feudalizmu rodził się kapitalizm zachodni). Szybko jednak wymknął się spod kontroli za sprawą rozkładu ośrodka kierowniczego (PZPR) i masowego uwłaszczenia nomenklatury, którą interesowała już głównie prywata.

W kolejnych latach przechodził (i przezwyciężał!) kolejne kryzysy, wchodząc w mariaż z wielkim kapitałem zachodnimi, coraz lepiej się organizując i zabezpieczając swój byt poprzez coraz ściślejszy związek gospodarki z polityką. Dzięki temu przekręty stosunkowo małe i głośne mogły ustępować miejsca dużym i cichym. Także dzięki temu tak mało wiemy o owych prawie 16 miliardach złotych, które według ubiegłorocznego raportu NIK zniknęły z tzw. sektora publicznego w efekcie nieprawidłowości w przeciągu zaledwie jednego roku.

To kapitalizm polityczny odpowiada za patologiczną prywatyzację, traktowaną z jednej strony przez nomenklaturę (już dawno nie tylko postpezetpeerowską) jako ścieżkę uwłaszczenia się, z drugiej – jako sposób na łatanie dziury budżetowej. To kapitalizm polityczny, z jego logiką „karuzeli stanowisk”, odpowiada za rozrost do monstrualnych rozmiarów „sektora publicznego” (cudzysłów nie jest przypadkowy, bo pochłaniając horrendalne sumy z naszych podatków, nie wywiązuje się on należycie z żadnej spośród swoich podstawowych funkcji). Wreszcie, to kapitalizm polityczny sprawia, że realny wolny rynek jest u nas domeną bazarów (mówiąc skrótowo) i szarej strefy, a nie – wielkiego biznesu, ściśle zbratanego z władzą.

Kto więc chce poważnie myśleć o naprawie państwa, niech przyciszy telewizor, odkurzy stare książki i spróbuje za drzewkiem perypetii prezesa Śmietanki dostrzec las politycznego kapitalizmu. Bo to on, a nie bajka o karierze od „zera do bohatera” jest rzeczywistą treścią polityki i gospodarki w III RP.

Tekst ukazał się w "Gazecie Polskiej Codziennie" 22.07.2012

Komentarze

Avatar

Zespół "Rzeczy Wspólnych"

Related Articles

Close