Chytry traci dwa razy

W imię doraźnych dochodów budżetowych minister finansów kurczowo trzyma się 23-proc. stawki VAT na e-booki, która dyskryminuje polskich e-wydawców. Końcowy efekt może być taki, że polscy czytelnicy i tak kupią e-booki z niskim VAT, ale polski budżet już nie otrzyma z tego tytułu nawet złotówki.

Na co dzień Jan Vincent-Rostowski lubi odgrywać rolę dobrego księgowego, który dba o to, aby w rządowym sprawozdaniu finansowym wszystko było na swoim miejscu. Prawdą jest, że zabezpieczenie strony dochodowej budżetu państwa stanowi jedno z najważniejszych zadań ministra odpowiedzialnego za finanse publiczne. Jednak obrana w przypadku e-booków strategia polskiego fiskusa polegająca na bezrefleksyjnej i upartej walce o zachowanie standardowej stawki VAT może mieć efekt odwrotny i w istocie może doprowadzić do narażenia budżetu na wymierne straty.

O obecnym stanowisku ministra finansów w sprawie opodatkowania e-booków z całą pewnością można powiedzieć, że nie sprzyja ono ani polskim przedsiębiorcom, ani czytelnikom, ani też fiskusowi. Polityka ta wyraźnie szkodzi. Wszystkim.

Całej sprawie dodatkowej wagi nadaje fakt, że dotychczasowemu, kontrowersyjnemu stanowisku ministra finansów wiele stron (w tym rzecznik praw obywatelskich) zarzuca niezgodność z prawem unijnym i niekonstytucyjność.

Bilans otwarcia, podatkowy bałagan na rynku książki

Obecny rząd nigdy nie rozpieszczał wydawców książek. Od 2011 r. polski rynek książki musiał się zmierzyć z utratą prawa do stosowania zerowej stawki VAT na sprzedaż książek, wskutek fiaska negocjacji rządu z Komisją Europejską. Rządowi nie udało się bowiem utrzymać korzystnej dla polskiego czytelnictwa derogacji przepisów, mimo że do dzisiaj wybrane państwa członkowskie utrzymują obniżone bezterminowo (sic!) stawki VAT na książki: Irlandia i Wielka Brytania 0 proc., Luksemburg 3 proc., Hiszpania i Włochy 4 proc. Co więcej, podwyżce VAT towarzyszył chaos w wydawnictwach spowodowany wprowadzeniem przez rząd skomplikowanych przepisów przejściowych (vide “Rzeczpospolita” z 6.01.2012 r., Ł. Gołębiewski, Najgorszy rok dla książki).

I tak, dyskryminacyjne opodatkowanie wydawnictw elektronicznych wpisuje się w swoisty podatkowy bałagan na rynku książki. Książki elektroniczne bowiem, inaczej niż preferencyjnie opodatkowane książki tradycyjne (5 proc. VAT), są opodatkowane według podstawowej stawki VAT – 23 proc. Różnica ta (czyli aż 18 pkt proc.) musi budzić zdziwienie czytelnika, dla którego książki w formie papierowej oraz elektronicznej stanowią towary konkurencyjne. Inaczej jest jednak dla polskiego fiskusa, który stosuje dość archaiczną interpretację przepisów i wyłącznie sprzedaż książki w formie tradycyjnej uznaje za „dostawę książek” korzystającą z relatywnie niskiego opodatkowania VAT (5 proc.). Tymczasem sprzedaż e-booków w Internecie, w oczach Ministerstwa Finansów, nie mieści się w definicji dostawy książek i konsekwencji uznawana jest za usługę opodatkowaną podstawową stawką VAT (23 proc.).

Jan Vincent-Rostowski kontra reszta świata

Powyższa interpretacja przepisów podatkowych jest utrzymywana przez ministra finansów nie tylko wbrew rzeczywistości gospodarczej. Minister finansów wydaje się bowiem również odporny na padające z różnych kierunków argumenty natury prawnej, które przemawiają za zmianą stanowiska w zgodzie z przepisami nadrzędnej w tym względzie unijnej dyrektywy VAT.

Obecny minister finansów przyzwyczaił nas, że pozostaje głuchy nawet na najbardziej merytoryczne wskazówki posłów opozycji, stąd zaskoczeniem nie była odpowiedź ministra na interpelację poselską z 24 stycznia br. w sprawie opodatkowania e-booków, w której minister finansów stanął murem za dyskryminacyjnym dla e-wydawców podatkowym status quo. Korzystając z okazji, z pisma warto przytoczyć akcent humorystyczny – minister stwierdził, że równe traktowanie elektronicznych i papierowych książek na gruncie VAT jest niebezpieczne, ponieważ może doprowadzić nawet do zaniku tradycyjnej formy czytelnictwa. Rozumiemy, że rozterek ministra nie podzielała Kancelaria Sejmu, składając zamówienie na iPady dla wszystkich posłów.

O ile sama odpowiedź na interpelację oznaczała brak dobrej woli ministerstwa w zakresie ustępstw w sprawie dyskryminacyjnego opodatkowania, o tyle wydaje się, że złożona interpelacja oraz pojawiające się liczne publikacje prasowe w przedmiotowej kwestii pobudziły jednak aparat państwowy do działania. W efekcie rzecznik praw obywatelskich w oficjalnym piśmie, a następnie w wypowiedzi prasowej zarzucił praktyce ministra finansów naruszenie konstytucyjnej zasady równości poprzez podatkowe faworyzowanie wyłącznie wydawców książek w formie tradycyjnej.

Mimo przedstawianych wątpliwości prawnych minister finansów nadal upiera się przy swoim stanowisku, a co gorsza, z informacji udzielonych przez ministerstwo wynika, że fiskus nie analizuje, w jakim stopniu zaporowe opodatkowanie VAT e-booków wpływa na poziom czytelnictwa oraz rozwój rynku wydawniczego w Polsce. Tymczasem liczne dostępne dane pokazują, że elektroniczne książki mogą być remedium na spadający poziom czytelnictwa (w Stanach Zjednoczonych e-booki są jedyną formą publikacji, która odnotowuje stały wzrost sprzedaży), a co za tym idzie, także ostatnią deską ratunku dla upadających polskich oficyn wydawniczych.

Niestety, w czasie, gdy nasz ministerialny aparat urzędniczy skutecznie broni własnego profiskalnego stanowiska, inne państwa członkowskie UE już wprowadzają preferencyjne opodatkowanie e-wydawnictw.

Bilans zamknięcia, ostatni gasi światło

Minister finansów tłumaczy nam, że obecna praktyka polskiego fiskusa nie łamie przepisów dyrektywy, a jakakolwiek zmiana w zakresie stawki VAT na e-booki jest niemożliwa bez uprzedniego zielonego światła z Komisji Europejskiej. Tymczasem Francja i Luksemburg, które w zakresie VAT podlegają tej samej unijnej dyrektywie, już od początku obecnego roku wprowadziły obniżone stawki na książki elektroniczne.

Uzasadnienie prawne wypełnione m.in. bogatym orzecznictwem Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, poparte szerokimi analizami ekonomicznymi na temat wpływu nowej stawki VAT na rozwój e-wydawnictw przygotowane przez Ministerstwo Budżetu podległe francuskiej odpowiedniczce Jana Vincent-Rostowskiego, Valérie Pécresse stanowi najlepszą ripostę na ulubiony argument ministra Rostowskiego: „nie, bo Unia nie pozwala”.

Jeśli jednak polskie Ministerstwo Finansów rzeczywiście czeka na sygnał z Brukseli, to należy wskazać, że przyjazny dla e-booków euroklimat nastał już dawno temu. Wskazują na to w szczególności wypowiedzi unijnej komisarz ds. Agendy cyfrowej Neelie Kroes na temat braku uzasadnienia dla różnego traktowania książek fizycznych i e-booków na gruncie VAT, memorandum Komisji Europejskiej z grudnia ubiegłego roku, które nakreśla nowe metody ustanawiania stawek VAT tak, aby „osiągnąć zbieżność między środowiskiem online i światem fizycznym”, a także rezolucja Parlamentu Europejskiego o konieczności równego podatkowo traktowania książek elektronicznych i papierowych.

Rachunek zysków i strat, czyli „chytry minister dwa razy traci”

Jedyne, co dzieli ministra Rostowskiego od utraty całości wpływów z tytułu sprzedaży e-booków w Polsce, jest decyzja polskich dystrybutorów elektronicznych książek o rejestracji swojego biznesu np. w Luksemburgu, gdzie stawka na e-booki to 3 proc., a nie 23 proc. jak w Polsce. Tak stanowią reguły wspólnego, unijnego systemu VAT. Sprzedaż usług takich jak e-booki zwykłym konsumentom jest bowiem opodatkowana VAT w miejscu, w którym siedzibę ma sprzedawca. Oznacza to, że spółka zarejestrowana w Luksemburgu zapłaci VAT właśnie w tym kraju, niezależnie od tego, czy z jej sklepu internetowego e-książki pobierają mieszkańcy Luksemburga, Niemiec czy właśnie Polski.

W konsekwencji minister Rostowski w rachunku strat będzie zmuszony odnotować więcej, niż miałoby to miejsce w przypadku zrównania stawek VAT na książki w formie tradycyjnej i elektronicznej. Nie będzie to zatem różnica między obecnym 23 proc. VAT a hipotetycznym 5 proc., ale całe dotychczasowe 23 proc.! W sytuacji bowiem gdy polscy przedsiębiorcy dokonają w końcu optymalizacji podatkowej swojego biznesu i przeniosą swoje wydawnictwa do innego państwa, budżet Rostowskiego nie dostanie nawet złotówki, natomiast na sprzedaży polskich e-booków w Polsce bogacić się będzie budżet innego państwa członkowskiego UE – Francji lub Luksemburga.

Podsumowanie

Opisany powyżej krótki epizod z walki podatników przeciw nadmiernemu opodatkowaniu (overtaxation) pokazuje, że minister finansów nie wywiązuje się z roli skrupulatnego księgowego, ponieważ nie sporządził rzetelnego bilansu zysków i strat dla podejmowanych przez siebie decyzji. Minister Rostowski nie jest w stanie wyjść poza krótki horyzont czasowy i w efekcie zamiast zachowania źródła dochodu budżetowego, co stanowi podstawowy cel Ministerstwa Finansów, może doprowadzić do sytuacji zupełnie odwrotnej, czyli całkowitej utraty wpływów podatkowych z tytułu sprzedaży e-booków.

Co więcej, minister finansów przy okazji wykazał szereg innych zaniedbań: podległe mu ministerstwo nie analizuje rynkowych skutków decyzji podejmowanych przez ministra oraz wpływu tych decyzji na różne inne dziedziny społeczne tak istotne jak np. poziom czytelnictwa.

Ponadto minister dobitnie pokazuje, że zwyczajnie brak mu odwagi, aby walczyć w Brukseli o „wygrane sprawy” ważne dla polskich obywateli. Jeśli zatem minister nie podejmuje się spraw, w których istnieją solidne fundamenty prawne i polityczne, to nie należy się spodziewać, że wystąpi on z inicjatywą w trudnych do obrony, ale ważnych dla Polski sprawach.

W końcu minister ignoruje zmieniającą się wokół Polski rzeczywistość gospodarczą, przez co Polska przegrywa konkurencję podatkową z innymi państwami Unii Europejskiej. Przy czym finansowe skutki tych porażek mają wymiar zdecydowanie krajowy. W konsekwencji minister finansów nie jest nawet w stanie odegrać swojej roli księgowego.

Przemysław Wipler - poseł na Sejm RP, fundator Fundacji Republikańskiej

Marcin Wrotniak – ekspert Centrum Analiz Fundacji Republikańskiej

Tekst ukazał się 28 maja 2012 r. na łamach „Rzeczpospolitej”.

Komentarze

Fundacja Republikańska

Fundacja Republikańska

Close