Neoluxemburgizm a delegalizacjonizm bezpośredni

Neoluxemburgizm a delegalizacjonizm bezpośredni

Remigiusz Włast-Matuszak

Prawdziwy postęp to Europa wielokulturowa, tolerancyjna wobec wszystkich i wszystkiego z wyjątkiem chrześcijaństwa, bo ono w samym swoim założeniu jest zaprzeczeniem prawdziwego postępu społecznego i moralnego. Neoluxemburgizm to też podporządkowanie gospodarki narodowej gospodarce światowej.

Studiuję pilnie kolejne numery periodyków idei, robię notatki. Bywam na zgromadzeniach „polityczno-naukowych” i wpadam w deprymujący (wykluczający mnie) kompleks braku wysokiego cenzusu akademickiego. Stwierdzam, iż bez doktoratu człowiek staje się nieważny. Tak już bywało, np. niedawno, w czasach monarchii CK, gdzie doktorat otwierał wszelkie drzwi, a po trzech doktoratach dostawało się czwarty honoris causa i tytuł barona CK z rąk samego Franciszka Józefa. Dopiero baron w CK lub „dr n. filozof.” był naprawdę Kimś. Tak też poniekąd zaczyna być w III RP. Doktorat zastąpił niemal dawne tytuły arystokratyczne zniesione przez konstytucję marcową z 1921 roku. Dlatego też postanowiłem zawalczyć i odkręcić sobie przewód doktorski, publikując poniżej wstęp do mojej pracy poświęconej nieuchwytnym zjawiskom politycznym wiszącym i niemal wyczuwalnym w krajowym powietrzu.

Prawzór Kazimiery Szczuki

„Neoluxemburgizm…”, pisany z europejskim „sznytem” przez „x”, i delagalizacjonizm – to brzmi równie poważnie i akademicko jak „Derywacja sufiskalna starołużyckich przyimków pałubowalnych współcześnie”, albo „Heterodoksja antytrynitarska, a fideikomis”, względnie „Kinestetyczno-
-wzrokowa regulacja procesu utrzymania równowagi w pozycji stojącej u ludzi w różnym wieku” (( Wszystkie tytuły prac habilitacyjnych zaczerpnąłem z katalogu publikowanego corocznie przez Information Processing Center w Warszawie. )) .

Tak więc, Szanowni Państwo, przed Wami klasyczne wkrótce już zdania z mojego: Der Neoluxemburgissmus und Der Unmittelbardegalisazionissus” – Heidelberg (chyba) 1911 – (wyd. II rozszerzone, Warszawa 2011).

W oparciu o fundamentalne „Dzieła zebrane” (w sześciu tomach) dr. Adama Michnika, doszedłem w mojej pracy do wniosków, iż pojęcie luxemburgizmu to swoista interpretacja marksizmu stworzona przez dr Różę Luxemburg (ur. 1871 w Zamościu – zamordowana 1919 w Berlinie).

Ta dr Szczuka przełomu XIX i XX wieku – internacjonalna ideolożka lewicy proletariackiej, ekonomka („cała ziemia w ręce państwa”) oraz pryncypialna feminolożka, zwalczała „prawa narodów do samookreślenia”, popierała zachowanie wielonarodowościowej zjednoczonej Rosyjskiej SRS i wielonarodowościowego CCCP (ZSRS), z Polską jako jedną z europejskich SRS-ów. Słowem, kwestionowała polskie dążenia niepodległościowe. Aż strach pomyśleć, co byśmy z nią mieli, gdyby dożyła i przeżyła Wielką Czystkę z 1937 roku, a w 1944 roku objawiła się w PKWN-ie!

Jej „uniwersalne” idee okazują się być ciągle żywe. Od kilkunastu miesięcy jesteśmy wręcz bombardowani informacjami w formie niemal poleceń, często ogłaszanych w trybie rozkazującym, czasami nawet z podtekstem pogróżek. Polska i my Polacy mamy zacząć okazywać większy entuzjazm dla dyrektyw, prawodawstwa, oraz wszystkiego, co wymyśli 10 000 brukselskich biurokratów. Naciski płyną zarówno ze struktur UE, jak i stają się coraz głośniejsze i werbalne tu, bezpośrednio w Polsce. Środowisko polityczne Agory, etosowcy z UD – UW – PO, układy towarzyskie Mistrza Kamery, profesora Bawarskiego itd., itp. coraz silniej i skuteczniej wpierają Polakom, że prawdziwy postęp to Europa wielokulturowa, tolerancyjna wobec wszystkich i wszystkiego z wyjątkiem chrześcijaństwa, bo ono w samym swoim założeniu jest zaprzeczeniem prawdziwego postępu społecznego i moralnego. Neoluxemburgizm to też podporządkowanie gospodarki narodowej gospodarce światowej (w bankowości już to uzyskaliśmy – ponad 80 procent systemu bankowego znalazło się za bezcen w rękach dziwnych belgijskich, portugalskich, hiszpańskich i innych banków), a szczególnie w łapkach międzynarodówki funduszy inwestycyjnych z Luxemburga.

Od Europy do Luxemburgii

Nowy luxemburgizm jest nawet bardziej internacjonalny i lewacki niż stary. Doktor Luxemburg była bowiem za utrzymaniem prawa Polaków do własnej kultury, obyczaju i nauki historii ojczystej. Neoluxeburgizm rodem z ulicy Czerskiej idzie znacznie dalej (lewica francuska ma swoją La Rive Gauche, my w Polsce mamy dopiero pierwszą ciemną uliczkę, ale przed nami cała lewobrzeżna Warszawa)! Naukę historii po długoletnich „reformach” młodzież polska kończy praktycznie w gimnazjum. Lektury wykastrowano tak, że w miejsce Sienkiewicza mamy reportażystkę Krallównę, a pewnie niedługo dzieła profesora Grossa. Kultura jest gospodarczo stymulowana przez setki festiwali i imprez „multi-kulti”, już od poziomu przedszkola i podstawówek poczynając. Pewnych zachodzących nieodwracalnie zmian już nie zauważamy. Przykładowo od kilku lat obchodzimy w Warszawie i innych miastach Święto Lodowe, zamiast Bożego Narodzenia. Nikt nie spostrzega, że bombastyczne świetlne dekoracje grudniowo-noworoczne zostały dokładnie wyprane z wszelkich elementów tradycji narodowej czy chrześcijańskiej. Nie wspominam tu o postaci Świętego Mikołaja, ale nawet Gwiazda Betlejemska, napisy Wesołych Świąt, czy Do Siego Roku są nieobecne. No bo skoro te świąteczne, kosztowne dekoracje są sponsorowane przez wielkie międzynarodowe koncerny, to trudno by było inaczej. Ostatecznie w ich poprawnych politycznie zarządach zasiadają Pakistanki urodzone nad Tamizą, czy przedstawiciele innych wyznań nie mających i nie chcących mieć pojęcia o świętach Bożego Narodzenia nad Wisłą. Takich „objawów postępu” przybywa. Zarówno w mediach komercyjnych, jak i publicznych trwa licytacja, kto głośniejszy i bardziej „bezkompromisowo postępowy”.

Zresztą kto powiedział, że Europa ma być chrześcijańska i należeć do jej starych mieszkańców? Krwawa rewolucja francuska, nazywana wielką, zmieniła wszystko, nawet nazwy miesięcy (!), więc dlaczego Europa ma się nazywać Europa? Czas na zmiany i postęp – zmieniamy nazwę na: Luxemburgia, drukujemy nowe atlasy i mapy, prawnie dbamy, by poprawnie mówić: Luxemburgia, i już po jednym nowym pokoleniu nikt nie będzie pamiętał starej, obciążonej zaszłościami nazwy. Jest Okręg Kaliningradzki? Jest, i jaka pani psycholożka, czy pan mgr florystyki słyszał o Królewcu? Jest Iwanofrankowsk? Jest – i  kto wie, że od swojego założenia, przez 300 lat, był to Stanisławów. Luxemburgia – to jedna wspólna administracja, jedne media, a Internet i telefony kontrolowane w imię postępu. Postępowi postępowcy wszystkich krajów łączmy się w postępie i dla postępu!

Postępowa słuszność

Pojęcie „delegalizacjonizmu” jest moje, autorskie (wcześniej – nie chwaląc się – odkryłem „legalizm formalistyczny” – odmianę późnej demokracji w III RP, system stosowany przez polską administrację i sądownictwo).

Delagalizacjonizm doraźny pojawił się w polskim życiu politycznym III RP zaledwie kilka miesięcy temu. Rządząca, postępowa klasa polityczna rzuciła śmiałe hasło – postulat delegalizacji opozycji politycznej, w tym przypadku padło na Prawo i Sprawiedliwość. Hasło wyszło z kręgów byłego ideologa PO – Janusza Palikota, ale zostało szybko podchwycone przez co bardziej pryncypialne i walczące o demokrację media. Formalnie taki wniosek nie został złożony w Sejmie, ale wszystko przed nami. Świat bez opozycji może nie stałby się lepszy, ale o ileż rządy Platformy byłyby łatwiejsze i mniej dla niej kłopotliwe. „I oto właśnie chodzi” – jak z ekranów TV zapewnia nas para sowicie opłacanych, zawsze poprawnych politycznie celebrysiów.

Po prekursorskiej delegalizacji głównej partii opozycyjnej będzie można delegalizować inne niewygodne twory społeczne, wydawnictwa, rozgłośnie radiowe, nieliczne niezależne gazety czy kwartalniki. Delegalizacjonizm doraźny czyniony w imię europejskiego postępu jest bowiem „postępowo słuszny”.

Po delegalizacji, następny krok postępu to reedukacja. Tak jak w Chinach Mao Tse Tunga (gdzie zreedukowany ostatni cesarz Chin Pu Yi (1906-1967) został ogrodnikiem w podpekińskiej komunie, wyczarowując kolejne odmiany pomidorów, w tym i wczesnowiosenne o nazwie Wschód jest Czerwony), w Kampuczy dr Pol Pota (dwa fakultety na paryskiej Sorbonie), ciągle aktualnie na Kubie, czy w komunistycznej Korei (200 tys. aktualnie reedukowanych w izolacji).

Wystarczy kilka miesięcy specjalnego reedukacyjnego obozu, gdzie praca – nauka – praca, i społeczeństwo odzyska miliony pozytywnie myślących i pracujących obywateli. Reedukacja poparta argumentem „wyższej konieczności społecznej” wielokrotnie przynosiła pozytywne rozwiązania problemów, jak chodźby na Kresach II RP w latach 1939-
-1941, czy w całej Polsce między 1944 a 1955 rokiem. Uważam, że Ludzie Prawdziwego Etosu Walki o Postęp nie powinni obawiać się wprowadzenia w życie idei neoluxemburgizmu i delegalizacjonizmu! Mogą mieć bowiem pewność, że historia napisana przez nich na nowo przyzna im dziejową Rację!

Remigiusz Włast-Matuszak (ur. 1948), poeta, publicysta. Liceum T. Czackiego kończył już w Warszawie. Studia na Wydziale Filozofii, zmienionym w 1968 roku na Wydział Nauk Społecznych. Od 1976 roku niezależny publicysta: „Ekran”, „Za i Przeciw”, „Res Publica”, „Fronda” (do rozłamu), „Akant”. Portale: prawica.net, yeppy.pl (upadł). Między 1989-1992 był prywatnym wydawcą, m.in. dwa tomy głośnej antologii „Po Wojaczku”. Poetycko debiutował w „Odrze” w 1982 roku, w 1997 roku opublikował tom wierszy „Dokumenty bez następstw prawnych”, w 2003 – „Przywilej”, w 2009 – „Znaki”. Miłośnik ogrodnictwa i prasoznawstwa.

Komentarze

Avatar

Zespół "Rzeczy Wspólnych"

Related Articles

Close