Oda do starości

Oda do starości

Marcin Wolski

Kto wie, może powrócą w chwale takie pogardzane dziś słowa jak stateczność, mądrość, powaga, szacunek dla wieku, do łask wrócą laseczki ze srebrna gałką i szpada w środku, modna stanie się siwizna, kultowe będzie chodzenie do kościołka, a obciachowe do dyskoteki.

Podobno najwcześniejszy tekst zapisany na glinianej tabliczce pismem klinowym (od razu przestrzegam przed łatwymi skojarzeniami - pismo klinowe to nie dzieło alkoholika, a ci co dają sobie w szyję to nie szyici!) - autentyczny tekst wygrzebany gdzieś w Urze czy Uruku brzmi mniej więcej tak - "Czasy coraz gorsze. Młodzież bez przerwy się psuje, nie chce słuchać starszych, lekceważy zasady, obyczaje upadają.... O bogowie, co się stanie z naszym światem?!"

Przestawiona wajcha świata

Świat, mimo powtarzających się narzekań, przetrwał od tego czasu już dobrych pięć tysięcy lat nieustannego prucia, choć całkiem niedawno ktoś mu przestawił wajchę. "Złoty wiek" - dotąd lokowany „z tyłu”, w zamierzchłej przeszłości, znalazł się „z przodu”, w bliżej nieokreślonej świetlanej przyszłości.

Nie był to absolutnie nowy wynalazek, od wygnania naszych prarodziców wszyscy mieli nadzieje na odzyskanie Raju, tyle że dopiero ludzie Oświecenia, a za nimi wszelkiej maści postępowcy zaczęli obiecywać raj na Ziemi. Przeważnie dla przyszłych pokoleń.

Przy okazji, choć z pewnym opóźnieniem, przewartościowano stosunek do młodości.

Obecnie może to brzmieć wręcz niewiarygodnie - ale znajdująca się dziś na piedestale młodość przez większość historii człowieka stanowiła kłopotliwy okres przejściowy, który należało przebyć jak świnkę, odrę czy inne tym podobne przypadłości. Owszem opiewali ją poeci, a także wzdychali do niej znamienici i godni szacunku starcy, ale nikomu nie przyszło do głowy, aby czynić z ludzi młodych jakąś szczególnie uprzywilejowana grupę. Przeciwnie - lano ją w szkołach, patrząc czy równo puchnie, wykorzystywano w pracy w kopalniach i na roli, tresowano jako mięso armatnie przydatne w wojsku, o wydawaniu 12 - letnich nimfetek za mąż już nie wspomnę.

W dodatku poza dobrze urodzonymi nikt się młodymi ludźmi nie przejmował, rodziło się tego dużo, umierało też sporo. Dzieci chodziły w kapotach przerobionych z szat dorosłych, przy stole dostawały resztki po rodzicach i dziadkach. A pomysł, żeby słuchać ich gaworzenia - wyciągać z niego jakieś wnioski, uczyć się od nich, kiedy za skarbnice mądrości uchodziły posrebrzone skronie - zakrawał na aberrację.

Trądzik targetem

Młodość - uważano całkiem do niedawna - to niedojrzałość, a często niefrasobliwość, chęć użycia i zabawy, przekonanie że wszystko jest w zasięgu ręki, nie istnieją rzeczy niewykonalne, śmierci nie ma... - dopiero z wiekiem przychodzi doświadczenie, świadomość, że nie ma łatwych rozwiązań, że za wszystko płaci się określoną cenę. Ale czas płynął i z wiekiem "młodzi gniewni" przekształcali się, że sparafrazuje Jonasza Koftę, w "starych wkurzonych".

Tak było jeszcze w połowie zeszłego stulecia. Wszystko zmienił dobrobyt i postęp cywilizacyjny - młodzieży zrobiło się dużo, oszczędzały ją wojny i epidemie, a rodzice nie szczędzili kasy. Z trądzika naszej cywilizacji młodość stała się targetem, upragnionym celem reklamodawców. Pojawiła się młodzieżowa moda, muzyka i rozrywka, które zdominowały świat bez reszty. Naraz żółtodziób stał się pracownikiem o wiele bardziej poszukiwanym niż doświadczony fachman. Nic dziwnego, że inne grupy, łącznie z pogardzaną 45 + zaczęły tę młodzież udawać, snobować się na nią, podlizywać się jej. Myślenie, a tym bardziej mówienie o starości i śmierci stało się niepoprawne politycznie.

Pytanie brzmi: jak długo to potrwa? Ludzie żyją coraz dłużej, dzieci rodzi się coraz mniej. Pewnego dnia  może się okazać, że grupa docelowa powyżej 60 roku życia jest największa, najzasobniejsza i to ona stanie się obiektem marzeń agencji reklamowych.

Kto wie, może powrócą w chwale takie pogardzane dziś słowa, jak „stateczność”, „mądrość”, „powaga”, „szacunek dla wieku”, do łask wrócą laseczki ze srebrną gałką i szpadą w środku, modna stanie się siwizna, kultowe będzie chodzenie do kościołka, a obciachowe do dyskoteki. Natomiast przeciętny pracodawca zamiast pracowników młodych, kreatywnych będzie wolał starych i doświadczonych, tym bardziej, że wraz z wydłużaniem się życia podnosić trzeba będzie wiek emerytalny do 70, 80, 90. Może....

Geriatryczna rewolucja?

Czyżby więc nadciągała geriatryczna rewolucja? W spokojnym rytmie na 3/4 i śpiewem hymnu "Starość się musi wyszumieć"?

Jeśli tak się stanie, wypadnie zacząć parafrazować klasyków, zmieniając cytat "Młodości podaj mi skrzydła" na: "Starości - odrzuć swój kostur!"

Istnieje jednak obawa, że młodość łatwo nie skapituluje. Będzie się bronić, sięgając po coraz bardziej drastyczne rozwiązania. Zwłaszcza, jeśli na parkę ludzi w wieku produkcyjnym będzie przypadać tabun poprodukcyjnych. Tylko co oni będą mogli zrobić?

Jeśli w porę się zorientują, spróbują przegłosować eutanazję wszystkich powyżej określonego wieku, w zacietrzewieniu zapominając, że i oni sami kiedyś miną tę "smugę cienia"

Chociaż najzapobiegliwsi zapewne znajdą sposób na zabezpieczenie się przed tym - np. za pomocą dokumentów wystawionych na własne nienarodzone dzieci, a także dzięki kartom stałego klienta do gabinetów chirurgów plastycznych i pracowni charakteryzatorskich.

Marcin Wolski (ur. 1947), pisarz, publicysta, satyryk. Z wykształcenia historyk, z powołania Nadredaktor. Twórca magazynu „60 minut na godzinę”, „Polskiego ZOO”, „Szopek noworocznych”. Autor kilkudziesięciu powieści m.in. „Agent dołu”, „Pies w studni”, „Alterland”, „Ekspiacja”, „Nieprawe łoże”, „Noblista”, „Drugie życie”, „Wallendrod”, opowiadań „Antybaśnie” i wspomnień „Kabaret Nadredaktora”. Dwoje dzieci, wnuczka, zamiłowanie do podróży i nurkowania w wodach ciepłych i słonych.

Artykuł z Rzeczy Wspólnych 4 (2/2011)

Komentarze

Avatar

Zespół "Rzeczy Wspólnych"

Related Articles

Close