Przyszłość przyjdzie z boku

Przyszłość przyjdzie z boku

Dariusz Gawin

Ta wojna nie może zakończyć się prostym zwycięstwem którejś ze stron. Obie żyją ze sobą w rodzaju negatywnej symbiozy. Razem rosną w siłę – czerpiąc ją z dynamiki konfliktu, i razem też będą słabnąć.

Ta wojna, jak każdy konflikt wewnętrzny, rodzaj „wojny domowej” ma skomplikowane i nieoczywiste powody – dotyczy to przede wszystkim elektoratów tych dwóch partii, ponieważ politycy kierują się także motywami taktycznymi; w przypadku elektoratów jest to bardziej kwestia tożsamości nie tyle politycznych, ile kulturowych. W sensie politycznym – na poziomie zawodowych polityków, geneza konfliktu sięga wyborów z 2005 roku i decyzji PO, odchodzi od wcześniejszych ustaleń o rządzie koalicyjnym. Z perspektywy czasu widać, że Donald Tusk, wypowiadając totalną wojnę PiS-owi, podjął słuszną decyzję z punktu widzenia swoich osobistych i swojej formacji interesów. Z punktu widzenia Polski – z pewnością nie. To jest pierwotna przyczyna, która wyzwoliła całą dynamikę konfliktu, w którym żyjemy od kilku lat. Dzisiaj krytykuje się PiS za to, że odmawia moralnej legitymizacji np. Bronisławowi Komorowskiemu – zapominając, że to Platforma w 2006 roku organizowała uliczne protesty przeciwko rządowi i groziła – w przypadku rozpisania wcześniejszych wyborów, że nie uzna decyzji o rozwiązaniu sejmu i zorganizuje obrady „swojego” sejmu na Politechnice Warszawskiej. Na poziomie tożsamości – gwałtowność konfliktu płynie stąd, iż walczą ze sobą dwie posolidarnościowe partie, które posiadają legitymizację moralną, reprezentują autentyczne rodzime tradycje i tożsamości. Postkomuniści takiej legitymizacji nie posiadali i dlatego było im „mniej wolno”, jak to przed laty ujmowano. Platforma ma taką legitymizację i dlatego uważa, że „wolno jej więcej”, co rodzi zagrożenie, iż doprowadzi to do sytuacji, którą za Tocquevillem można określić jako demokratyczną „tyranię większości”.

Logika totalnego konfliktu – spotęgowana katastrofą smoleńską – polega na tym, że zwycięstwo oznacza unicestwienie przeciwnika, a nie jego porażkę. Przywołując Carla Schmitta – ten konflikt ma charakter egzystencjalny, walczą nie tyle programy polityczne, ile światopoglądy, wizje rzeczywistości sobie wrogie. Chodzi o wizję Polski, o całościowe projekty urządzenia duchowej przestrzeni, w której żyją Polacy. W największym skrócie – PO proponuje polską wersję hasła o „końcu historii”, o bezpiecznym świecie, przyjaznych sąsiadach, o zamknięciu nienormalnej i tragicznej historii Polski i odesłaniu jej do archiwum. PiS uważa, że jest to ciągle ta sama historia, że jak zawsze w polskich dziejach historia to zmaganie się dobra ze złem, że działanie w historii wiąże się z ryzykiem, niebezpieczeństwem. Obie wizje są przede wszystkim kwestią wiary; nie można ich po prostu udowodnić ani sfalsyfikować.

Śmierć Marka Rosiaka jest straszliwym potwierdzeniem mentalnego stanu konfliktu totalnego, w jakim funkcjonuje polska polityka. Gdzie jest wojna, jest też nienawiść. Uderzające jest to, że przeciwnicy PiS-u nie dostrzegli, iż nienawiść okazywana przez większość mniejszości jest prawdziwym zagrożeniem dla demokracji – bo może prowadzić do wspomnianej demokratycznej tyranii większości. W sprawie Marka Rosiaka nie tylko jego śmierć była czymś wstrząsającym, lecz także całkowita odmowa przedstawicieli demokratycznej większości wyciągnięcia wniosków w sprawie własnej nienawiści. W sprawie osobistego stosunku – wątpliwe wydaje mi się przesłanie głoszące „koniec historii”. Historia nie skończyła się, wręcz przeciwnie – widać coraz więcej oznak, iż powraca w dobrze znanej, niebezpiecznej i przynoszącej duże ryzyko, postaci. Nie wiem jednak, czy odpowiedź ze strony PiS na to wyzwanie jest skuteczna – w historii bowiem nie wystarczy samo dawanie świadectwa, potrzeba także umiejętności zwyciężania. Dlatego ta wojna nie może zakończyć się prostym zwycięstwem którejś ze stron. Obie żyją ze sobą w rodzaju negatywnej symbiozy. Razem rosną w siłę – czerpiąc ją z dynamiki konfliktu, i razem też będą słabnąć. Przyszłość – jak zawsze – przyjdzie z boku.

Dariusz Gawin (ur. 1964), doktor filozofii, historyk idei, publicysta. Wicedyrektor Muzeum Powstania Warszawskiego, szef Instytutu Starzyńskiego, kierownik Zakładu Społeczeństwa Obywatelskiego w Instytucie Filozofii i Socjologii PAN. Współautor podręczników do historii oraz edukacji obywatelskiej oraz książek „Granice demokracji liberalnej”, „Blask i gorycz wolności”, „Polska, wieczny romans”. Żonaty, żona Magda, historyczka z IH PAN, dwoje dzieci – Marysia (8 lat) i Adam (8 miesięcy), rudy kot o imieniu Euzebiusz. Zainteresowania: dobre książki, dobry jazz, dobre filmy i jazda na rowerze.

Artykuł z Rzeczy Wspólnych 3 (1/2011)

Komentarze

Avatar

Zespół "Rzeczy Wspólnych"

Related Articles

Close