O republice i postawie republikańskiej. Część 1: Dziedzictwo Platona

O republice i postawie republikańskiej. Część 1: Dziedzictwo Platona

Zbigniew Stawrowski

Idea republiki – przy jej właściwym rozumieniu – odzwierciedla i niesie w sobie najgłębsze intuicje spośród tych, które towarzyszyły refleksji politycznej od początku naszej cywilizacji. Co więcej, jest to stanowisko mogące objąć sobą wszystkie rzetelne punkty widzenia, także te, które w zbyt jednostronnej i przeakcentowanej formie podnoszone są przez reprezentantów innych nurtów.

________________________________________________________________________________________

W świecie współczesnej polityki różne prądy ideowe konkurują ze sobą o nasze dusze i umysły. Niektóre z nich, skupiając się na własnym, najwłaściwszym w ich mniemaniu rozwiązaniu problemów człowieka i społeczeństwa, często nie dostrzegają bądź wręcz lekceważą inne istotne aspekty ludzkiej egzystencji. Na przykład liberałowie, akcentując osobistą wolność jednostki oraz konieczność ochrony jej podstawowych uprawnień, skłonni są zapominać o zobowiązaniach wynikających ze wspólnotowego wymiaru naszego istnienia. Socjaliści, nieustannie zabiegając o dobrobyt najbiedniejszych warstw społeczeństwa, nie przejmują się zbytnio, gdy realizowanie ich planów pociąga za sobą naruszenie sfery osobistej wolności pozostałych. Zaś blisko z nimi skoligaceni ideologowie demokracji w swym pragnieniu niwelowania wszelkich nierówności dawno już zatracili miarę, która pozwala oddzielić niesprawiedliwe przywileje od normalnego czy wręcz naturalnego zróżnicowania.

Na tle owych rozmaitych nurtów ideowo-politycznych stanowisko republikańskie zasługuje na szczególną uwagę. Idea republiki – przy jej właściwym rozumieniu – odzwierciedla i niesie w sobie najgłębsze intuicje spośród tych, które towarzyszyły refleksji politycznej od początku naszej cywilizacji. Co więcej, jest to stanowisko mogące objąć sobą wszystkie rzetelne punkty widzenia, także te, które w zbyt jednostronnej i przeakcentowanej formie podnoszone są przez reprezentantów innych nurtów.

Czym jest republika

Jak wiadomo, republika to jedno z najczęściej używanych pojęć określających zarówno dawne, jak i współczesne formy organizmów państwowych. Jego sens, podobnie jak sens wielu innych istotnych terminów politycznych, których treść podlegała historycznym transformacjom, jest jednak wieloznaczny i może budzić nieporozumienia. Zdarza się, że słowo „republika” używane jest zamiennie ze słowem „demokracja”, co wydaje się – przynajmniej po części – o tyle uzasadnione, że republika faktycznie kojarzy się z ustrojem, w którym wszyscy obywatele uczestniczą we współrządzeniu państwem.

Jednak najbardziej dziś rozpowszechnione rozumienie republiki to po prostu przeciwieństwo monarchii. Dlatego też państwa, w których władzę sprawuje ktoś inny niż król, bywają nazywane republikami, niezależnie od zasadniczych różnic co do ich kształtu ustrojowego. W tym sensie miały do tego miana prawo nie tylko Republika Francuska, ale równie dobrze Republika Weimarska, czy nawet Związek Socjalistycznych Republik Sowieckich.

Takiemu pojmowaniu republiki, u podstaw którego odnajdziemy realny bądź symboliczny akt królobójstwa, przeciwstawia się wszakże dużo dawniejsza, ale wciąż żywa tradycja. Nie zajmuje się ona wcale kwestią obecności lub nieobecności monarchy, lecz postrzega republikę jako przestrzeń realizacji wspólnego dobra. Fundamentem tego drugiego rozumienia republiki nie jest bowiem jakieś konkretne rozwiązanie instytucjonalne dotyczące formy sprawowania władzy, lecz raczej szczególny sposób bycia obywateli, ich sposób postrzegania samych siebie i swojej relacji do wspólnoty politycznej.

Aby odsłonić pierwotny sens słowa „republika”, warto sięgnąć do etymologii. Res publica to rzecz publiczna, „rzecz wspólna”, zaś jej przeciwieństwo stanowi res privata – coś, co należy tylko do mnie i z czym mogę robić, co tylko mi się podoba. Owa „rzecz wspólna” nie jest jednak jedynie naszą wspólną własnością, w tym sensie, że jesteśmy uprawnieni, by z niej wspólnie korzystać i nią dysponować. Jest ona raczej czymś, co nas wspólnie zobowiązuje i o co należy się wspólnie troszczyć. Res publica to przede wszystkim nasza postawa wobec wspólnoty, postawa, dla której gotowość służby wspólnemu dobru jest sprawą naturalną, oczywistą i znajduje się na szczycie naszej hierarchii wartości – wyżej nawet niż własne życie. Republika, czyli po polsku: rzeczpospolita, to – jak pisał Marek Tuliusz Cyceron – „wspólna sprawa, o którą dbamy pospołu, nie jako bezładna gromada, tylko liczne zgromadzenie, jednoczone uznawaniem prawa i pożytków z życia we wspólnocie” ((Cyceron, „O Państwie”, „O prawach”, spolszczyła I. Żółtowska, Kęty 1999, s. 26 („De re publica”, ks. 1, XXV,39).)).

Chociaż łacińskie słowo res publica odsyła nas do starożytnego Rzymu, to filozoficzna refleksja nad ideą republiki i postawą republikańską narodziła się i rozwinęła w pełni już w antycznej w Grecji. Dzięki temu Cyceron – najbardziej znany myśliciel polityczny Rzymu i zarazem jeden z ostatnich obrońców rzymskiej republiki – mógł obficie korzystać z powstałego trzy wieki wcześniej intelektualnego dorobku Platona i Arystotelesa. Dla tych filozofów kwestia postrzegania polis jako wspólnego dobra była rzeczą oczywistą.

Polis jako republika

Platon w swojej „Politei” – jej nazwę powinno tłumaczyć się nie jako Państwo, ale właśnie jako Republika – kreśli przed nami harmonijną wizję człowieka i relacji międzyludzkich, w której najwyższym powołaniem każdego jest rozwój etyczny i intelektualny, zaś ci, którzy w tym rozwoju zaszli najdalej, są nie tylko najbardziej powołani, ale i zobowiązani, aby troszczyć się o to, by kolejne pokolenia mogły nadal kroczyć drogą podobnego rozwoju. Platon we wszystkich swoich dziełach nieustannie wyraża przekonanie, że „działalność polityczna niczym innym nie jest, jak wprowadzaniem w życie zasad sprawiedliwości” ((Platon, „Prawa”, tłum. M. Maykowska, Warszawa 1960, s. 223-224 (757c).)).

W myśleniu republikańskim chodzi więc o sprawiedliwe państwo – państwo dobrze rządzone i dobrze urządzone, posiadające dobrych władców oraz dobre prawa i instytucje. Przede wszystkim narzuca się tu pytanie o dobrych władców: to, kto stoi na czele wspólnoty, nie może być kwestią obojętną, przy czym najważniejszym kryterium oceny i doboru osób rządzących powinna być ich postawa wobec wspólnoty. Platon nie bez powodu nazywa sprawujących rządy strażnikami, ponieważ mają oni nie tyle dzierżyć władzę, co stać na straży polis i przenikającego ją ładu. Strażnik państwa, który zasługuje w pełni na swoje miano, „nie patrzy własnego interesu, ani go nie zaleca, tylko dba o interes poddanego (...), zawsze mając na oku to, co leży w interesie poddanych i co im przystoi” ((Platon, „Państwo”, tłum. W. Witwicki, Warszawa 1990, s. 58 (342c).)). Władza w perspektywie republikańskiej ma ze swej istoty zawsze charakter służebny.

Takie podejście, które chciałoby widzieć w osobach sprawujących rządy nie zakochanych we władzy tyranów, lecz sługi stojące na straży dobra wspólnego, może się nam wydawać cokolwiek naiwne i przestarzałe. Kto z nas dzisiaj potrafi jeszcze dostrzec w słowie „minister” czy „premier” (pierwszy minister) ich pierwotne „służebne” znaczenie? Z drugiej strony, trudno sobie wyobrazić współczesnych polityków, którzy – ryzykując utratą poparcia potencjalnych wyborców – odważyliby się głosić, że mają za nic dobro publiczne a zależy im tylko na realizacji własnego interesu. Przeciwnie, deklaracje głębokiej troski o dobro wspólne są rytualnym elementem każdego politycznego wystąpienia. Jeśli nawet obłuda takich deklaracji bije w oczy, to przecież jednocześnie potwierdza ona to, co stanowi istotę właściwie rozumianej polityki – jest „hołdem, jaki występek składa cnocie” ((F. de Rochefoucauld, „Maksymy”, s. 218.)).

To charakterystyczne dla podejścia republikańskiego służebne rozumienie władzy akcentuje Platon także w późniejszych swoich dziełach, choćby w dialogu „Polityk”, gdzie prezentuje oryginalną hierarchię ustrojów ((Por. Platon, „Polityk” (302c-303b). Jest to druga klasyfikacja ustrojów. Pierwszą, opartą na zasadzie stopniowej degeneracji ustroju idealnego, przedstawił Platon w VIII ks. „Politei”.)). Punktem wyjścia jest tu znany przynajmniej od czasów Hezjoda i powszechnie stosowany podział ustrojów na monarchię, arystokrację i demokrację. Ten ilościowy – związany z liczbą osób sprawujących władzę – podział zostaje przez Platona uzupełniony o kryterium jakościowe. Każdy z wymienionych trzech ustrojów można bowiem podzielić dodatkowo na dwa typy, w zależności od tego, jakim celem kierują się rządzący – czy rządy sprawują oni w sposób sprawiedliwy, czy też niesprawiedliwy. Wśród wszystkich ustrojów należy więc przede wszystkim odróżnić takie, gdzie władcy – niezależnie ilu ich jest – kierują się dobrem wspólnoty, czyli – innymi słowy – gdzie najważniejsza dla nich pozostaje res publica, od takich, w których państwo dla władców to ich res privata prywatny folwark, służący do realizacji ich własnych interesów.

Ustrój lepszy od demokracji

Trzy ustroje, w których rządzący troszczą się o dobro wspólne, prezentując tym samym postawę „republikańską”, to – używając terminologii Arystotelesa ((Arystoteles, podejmując intuicję swojego mistrza, całą sprawę doprecyzował następująco: „te ustroje, które mają na celu dobro ogólne, są według zasady bezwzględnej sprawiedliwości właściwe, te zaś, które mają na celu jedynie dobro rządzących, są błędne i przedstawiają wszystkie zwyrodnienia właściwych” (Arystoteles, „Polityka”, tłum. L. Piotrowicz, Warszawa 1964, s. 110-111  [1279a], por. również [1289b], gdzie Arystoteles  wprost powołuje się na podział ustrojów Platona z „Polityka” [303a]).)) – ustroje właściwe, trzy pozostałe, gdzie rządzą pojedynczo lub grupowo despoci – ustroje zdegenerowane. Zgodnie z ujęciem Platona okazuje się zatem, że również państwo rządzone przez króla może być republiką. Choć takie twierdzenie zadziwiłoby zapewne wielu nowożytnych republikanów, było ono przecież czymś oczywistym w Polsce w czasach rzeczpospolitej szlacheckiej, która skądinąd do końca swojego istnienia pozostawała jednocześnie monarchią.

O ile ustroje „republikańskie” są z zasady dobre, zaś „despotyczne” złe i zdegenerowane, pozostaje pytanie o wewnętrzną hierarchię w ramach owych dwóch podstawowych sposobów rządzenia. Gdyby sprawujący władzę zawsze mieli na względzie przede wszystkim swoje własne interesy, gdybyśmy więc zawsze byli skazani na ustroje despotyczne, to wtedy – jak zauważa Platon – najlepszym ustrojem dla mieszkańców polis okazałaby się demokracja. Najlepszym, znaczy tutaj tyle co: najmniej złym, najmniej szkodliwym. Decyduje o tym kwestia skuteczności. Tam bowiem, gdzie – jak właśnie w demokracji – władza pozostaje w rękach wielu, rząd „jest pod każdym względem słaby i niezdolny do żadnego wielkiego dobra ani zła, w porównaniu do innych ustrojów” ((Platon, „Polityk”, tłum. W. Witwicki, Warszawa 1956, s. 190 [303a].)).

Platon zatem dobrze rozumie motywacje tych, którzy wierzą, że demokracja jest bardzo złym ustrojem, lecz i tak znacznie lepszym od wszystkich pozostałych. Jest on jednocześnie przekonany, że taką opinię mogą głosić tylko ci, którzy całkowicie zarzucili perspektywę republikańską i postrzegają sferę polityczną jako dziedzinę, w której co najwyżej można minimalizować przejawy zła, zwłaszcza tego, które grozi ze strony zbyt potężnej władzy. Warto tutaj dodać, że takie zredukowane rozumienie przestrzeni politycznej, w którym podstawowym problemem polityki staje się powstrzymywanie agresji i zaprowadzenie stanu bezpieczeństwa i pokoju, zwycięża dopiero w czasach nowożytnych. Natomiast dla Platona, Arystotelesa i ich kontynuatorów zachowanie pokoju i walka z przejawami zła były wprawdzie istotnym, ale tylko wstępnym warunkiem dobrze zorganizowanej wspólnoty politycznej, tzn. takiej, w której ludzie mogą stawać się lepsi.

Jaki z kolei ustrój zasługuje na wyróżnienie spośród ustrojów republikańskich, gdzie rządy sprawowane są w imię dobra publicznego? Platon, nadal uwzględniając kryterium skuteczności, przyznaje pierwszeństwo tym formom ustrojowym, w których władza jest bardziej skoncentrowana i tym samym zdolna do większego dobra – a więc monarchii przed arystokracją i demokracją.

Ostatecznie Platońska klasyfi kacja ustrojów od najlepszego (1) do najgorszego (6) wygląda następująco:

Ustroje republikańskie

Ustroje zdegenerowane (despotyczne)

1. Monarchia
2. Arystokracja
3. Demokracja praworządna
6. Tyrania (monarchia niepraworządna)
5. Oligarchia (arystokracja niepraworządna)
4. Demokracja niepraworządna

Jednak do przedstawionej w „Polityku” konkluzji, iż najlepszą formę republiki stanowi republikańska monarchia, nawet sam Platon wydaje się nie do końca przekonany. W innych swoich dialogach – przede wszystkim w „Prawach”prezentuje on w tej kwestii stanowisko o wiele bardziej zniuansowane. Biorąc pod uwagę nie tylko aspekt skuteczności rządu, ale również takie wyznaczniki dobra wspólnego, które podkreślają wagę współdecydowania i poczucia odpowiedzialności obywateli za losy własnej polis, przygotowuje pole pod dyskusje, jakie rozgorzały w czasach nowożytnych wokół kwestii, kto jest uprawniony cieszyć się pełnym zakresem praw politycznych.

Co więcej, wprowadzenie do refleksji nad polityką perspektywy, w której dobro wspólnoty stanowi nadrzędny cel, pozwala Platonowi w ogóle wyjść poza narzucające się pytanie, czy lepsza jest monarchia, arystokracja czy też demokracja. Nie ma bowiem żadnego powodu, by upierać się przy stosowaniu czystych form ustrojowych. Platon twierdzi wręcz, że formy te nie zasługują nawet na nazwę u-stroju, bo nie tworzą żadnej harmonijnie ze-strojonej całości, a „poszczególne nazwy tych rzekomych ustrojów określają jedynie, w czyim posiadaniu za każdym razem znajduje się władza” ((Platon, „Prawa”, dz. cyt., s. 153 [713a].)). Skoro poszukujemy tego, co dla wspólnoty jako całości jest najlepsze, to może okazać się, że będzie to zespolenie najbardziej udanych elementów każdej z owych form. W ten sposób Platon dochodzi do przekonania – typowego dla całej późniejszej tradycji republikańskiej – że dobry ustrój powinien być ustrojem mieszanym. „Prawa”, jego ostatnie i najbardziej dojrzałe dzieło polityczne, poświęcone jest zaprojektowaniu takiego właśnie ustroju, w którym połączone ze sobą w odpowiedniej proporcji elementy monarchii (utożsamionej z rządami rozumu) oraz demokracji (uznającej znaczenie pierwiastka wolności), przeniknięte arystokratycznym pragnieniem dążenia do etycznej i intelektualnej doskonałości, wiążą obywateli więzami przyjaźni, tworząc z nich wspólnotę ludzi gotowych oddać za siebie życie.

W tym właśnie dialogu Platon dobitnie pokazuje, że głoszona przez niego idea sprawiedliwych rządów, pozostających na służbie dobra wspólnego oraz wspierających etyczne doskonalenie członków wspólnoty, może zostać przełożona na konkretne propozycje instytucjonalne. Sprawiedliwe państwo to – powtórzmy – państwo zarówno dobrze rządzone, jak i dobrze urządzone, posiadające nie tylko dobrych władców, ale również dobre instytucje.

Konstytucja, czyli kwintesencja republiki

W „Prawach” pozostawił Platon swoim republikańskim następcom pierwowzór nie tylko ideału państwa, lecz również drogi prowadzącej do wcielenia ideału w życie. To pierwszy w dziejach ludzkości przedstawiony systematycznie i szczegółowo projekt konstytucji państwa, a także warunków, które muszą zostać spełnione, aby projekt ten mógł zostać urzeczywistniony. Idea konstytucji, czyli pomysł zaprojektowania jak najlepszego państwa i następnie powołania go do istnienia, jest sama w sobie republikańska, niezależnie od tego jak bardzo republikański charakter będą miały konkretne zaproponowane w niej rozwiązania. Przenika ją bowiem nadzieja zbudowania sprzyjającej instytucjonalnej przestrzeni, w ramach której ludzi będą mogli nie tylko żyć w pokoju dzięki ustanowieniu sprawiedliwych praw, ale również stawać się lepsi.

Jeśli przyjrzeć się dokładnie konkretnym propozycjom przedstawionym przez Platona, to uderza ich aktualność oraz sposób uzasadnienia, który swoją głębią przewyższa wiele późniejszych, nawet dzisiejszych teorii instytucjonalno-prawnych.

Z jednej strony są to takie rozwiązania, które dotyczą podstaw tego, co obecnie nazywamy państwem prawa:

– przede wszystkim uznanie nienaruszalności prawa własności za fundament pokojowego współżycia w ramach wspólnoty;

– teoria kary oparta na zasadzie sprawiedliwej odpłaty, ale uwzględniająca również te wszystkie korygujące elementy, o których w Europie stało się głośno dopiero pod koniec XVIII wieku dzięki pracy markiza Beccarii – teoria zawierająca ponadto niespotykaną nigdzie indziej, a przecież na wskroś republikańską ideę, że głównym celem kary jest przywrócenie przyjaźni między sprawcą a ofiarą;

– teoria funkcjonowania i właściwego zorganizowania organów wymiaru sprawiedliwości, wraz z naczelną zasadą niezależności sądu od władzy politycznej.

Z drugiej strony, Platon proponuje utworzenie organów politycznych, których zadaniem jest dbanie o to, by życie polis, w tym zwłaszcza działania osób pełniących funkcje władcze, pozostawało ukierunkowane na dobro wspólne. Najważniejsza jest tu instytucja „strażników prawa”, która łączy ze sobą cechy dzisiejszego trybunału konstytucyjnego, trybunału stanu, a nawet sądu lustracyjnego. Zadaniem owych strażników jest przede wszystkim monitorowanie procesu wyłaniania władz oraz sposobu ich wykonywania: „Dla każdego jasne jest z pewnością, że chociaż wielkim osiągnięciem jest ustanowienie praw, to jednak jeżeli dobrze urządzone państwo nieodpowiednim władzom powierzy pieczę nad dobrze ustanowionymi prawami, nie tylko żadnej korzyści nie będzie z dobrych praw, lecz staną się one przedmiotem drwin i szyderstwa i największą bodaj szkodę i hańbę ściągną na takie państwo” ((Tamże, s. 213 (751b).)). Dlatego „osobiste życie tych, którzy ubiegać się będą o sprawowanie urzędów, ich pochodzenie i postępowanie od dzieciństwa do chwili wyborów, musi być rozpatrzone i zbadane” ((Tamże, s. 213 (751c).)). Spośród innych istotnych funkcji związanych ze „strażą nad wspólnotą” należy wymienić także instytucję wychowawcy młodzieży, nie ma bowiem trwałego istnienia wspólnoty bez troski o przekaz z pokolenia na pokolenie tego, co należy do jej etycznego dziedzictwa.

Nietrudno dostrzec, że wiele instytucji proponowanych przez Platona funkcjonuje – choć często pod innymi nazwami – w dzisiejszym świecie. Niektóre z nich wymyślono w ostatnich czasach na nowo, nie mając nawet świadomości, że istnieje skarbnica, z której można przecież bez przeszkód czerpać. Niezależnie od tego, w myśli Platona odnajdujemy pierwszy w dziejach ludzkości wzorzec „republikańskiego państwa prawa” – państwa, w którym jednostki mogą nie tylko cieszyć się pokojem i osobistym bezpieczeństwem, ale mieć poczucie, że znajdują się w przyjaznej, wspierającej przestrzeni, która pozwala im nie tylko żyć, ale również żyć dobrze.

Zbigniew Stawrowski (ur. 1958), filozof polityki, profesor w Instytucie Politologii UKSW oraz Instytucie Studiów Politycznych PAN, dyrektor Instytutu Myśli Józefa Tischnera w Krakowie. Autor książek: „Państwo i prawo w filozofii Hegla” (1994), „Prawo naturalne a ład polityczny” (2006), „Niemoralna demokracja” (2008).

Artykuł z „Rzeczy Wspólnych” nr 1/2010

Komentarze

Avatar

Zespół "Rzeczy Wspólnych"

Related Articles

Close