Mięsny jeż - nieuczciwy hodowco, sam go zjesz!

Mięsny jeż – nieuczciwy hodowco, sam go zjesz!

Komisja Europejska już niedługo przedstawi raport o bezpieczeństwie polskiego mięsa. To konsekwencja dziennikarskiego śledztwa Superwizjera TVN, które ujawniło nadużycia w jednej z mazowieckich rzeźni. Czy ubój chorych zwierząt w Polsce (jednym z największych producentów mięsa w Europie) to incydent czy norma? A może skala produkcji po prostu przewyższa możliwości kontrolne Inspekcji Weterynaryjnej?

Na początku warto sobie zadać istotne pytanie – czy reakcja mediów i polityków na reportaż „Chore zwierzę kupię” była adekwatna? Skandale związane z bezpieczeństwem żywności to nie domena Polaków, a wynik chciwości „przedsiębiorczych” biznesmenów, których spotkać można w różnych krajach. Podobne afery w ubojniach spotkały Włochów (np. niedaleko miejscowości Ancona), Niemców (np. Bad Iburg), Irlandczyków (np. Corcreaghy), czy Francuzów (np. region Boischaut) i prawdopodobnie każdy inny kraj, w którym hodowla i przetwórstwo są bardzo rozwinięte. Zresztą liczba alertów w europejskim systemie RASFF (System Wczesnego Ostrzegania o Niebezpiecznej Żywności i Paszach) zależy bardziej od wielkości produkcji niż od państwa pochodzenia. Dlatego w Polsce, w której co roku ubija się ok. miliarda kurczaków i miliony świń i krów, przypadek nieuczciwego przedsiębiorcy może się zdarzyć, a rolą państwa jest takie przypadki wykrywać i karać.  

Pod koniec stycznia stacja TVN wyemitowała reportaż „Chore bydło kupię”, w którym ujawniono patologie dziejące się w rzeźni koło Ostrowi Mazowieckiej. Materiał wskazywał na brak kontroli weterynaryjnej zwierząt i tusz zwierzęcych, usuwanie z mięsa ropni i podejrzanie wyglądających tkanek, podrabianie stempli weterynaryjnych oraz ubój zwierząt, które w ogóle nie powinny trafić na rzeź (tak zwanych „leżaków”). Mięso trafiło na sklepowe półki w Polsce i w 14 krajach UE, a sprawę opisało wiele zagranicznych mediów. Zaniepokojenie wyrazili politycy (np. minister rolnictwa Czech), a Komisja Europejska zdecydowała się wysłać inspektorów, żeby ocenić poziom realizowania przepisów regulujących bezpieczeństwo żywności i dobrostan zwierząt. Na początku marca Komisja ma przedstawić raport podsumowujący wyniki inspekcji.

Polska jest znaczącym producentem mięsa, liderem w produkcji drobiu (produkujemy go dwukrotnie więcej niż kolejna w rankingu Francja). Jesteśmy też trzecim w Europie eksporterem wołowiny (po Hiszpanii i Irlandii) i największym eksporterem wołowiny na rynek pozaeuropejski. Eksport całego mięsa w 2017 roku wyniósł prawie 2,3 mln ton, wyeksportowaliśmy ponad 80% wyprodukowanej w Polsce wołowiny, 45% drobiu i 20% wieprzowiny. Natomiast cała krajowa produkcja w 2017 roku wyniosła 2,1 mln ton drobiu (ponad miliard kurczaków), 2 mln ton wieprzowiny (22 mln tuczników) i 0,6 mln ton wołowiny (prawie 2 mln krów), czyli ponad 4,5 mln ton mięsa.

Kontrolę nad bezpieczeństwem mięsa i produktów zwierzęcych sprawuje Inspekcja Weterynaryjna. W 2017 roku zatrudniała ok. 1,5 tys. lekarzy weterynarii. Ze względu na niskie wynagrodzenia liczba pracowników Inspekcji od lat spada, jeszcze w 2015 roku było ich ok. 2,2 tys.

Inspekcja wyznacza również lekarzy weterynarii spoza instytucji do kontroli uboju (w 2017 roku prawie 3,3 tys. lekarzy) oraz do kontroli rozbioru, przetwórstwa i przechowywania mięsa (1,7 tys. lekarzy). To właśnie ci pracownicy powinni być obecni przy uboju zwierząt i kontrolować przebieg procesu oraz oceniać bezpieczeństwo mięsa.

W Polsce w 2017 roku pod nadzorem Inspekcji działało 7,7 tys. farm drobiu, 305 tys. stad świń i 475 tys. gospodarstw utrzymujących bydło. Kontrole przeprowadzono w 52% ferm drobiu, 11% ferm świń i 7% gospodarstw z bydłem. Spośród skontrolowanych zakładów stwierdzono nieprawidłowości w 23% gospodarstw z bydłem, 20% gospodarstw drobiu i 34% gospodarstw z trzodą chlewną.

Inspekcja nadzoruje również rzeźnie zwierząt kopytnych (706 zakładów) i zwierząt drobnych (drób i króliki) (176 zakładów). Kontroli podlegają również zakłady rozbioru mięsa, przetwórstwa mięsa, produkcji nabiału, zakłady pakujące wyroby pochodzenia zwierzęcego, chłodnie itp. W sumie wszystkich kontrolowanych zakładów (wraz z gospodarstwami) jest ponad milion.

Kontrolę nad rzeźniami i zakładami przetwórstwa mięsnego (w sumie ok. 3,5 tys. zakładów) przeprowadzono w ok. 90% zakładów, w wyniku czego wykryto niezgodności z prawem w zakresie:

  • pomieszczeń żywnościowych – w 48% rzeźni zwierząt kopytnych i 75% rzeźni drobiu i małych zwierząt;
  • sprzętu i wyposażenia – w 36% rzeźni zwierząt kopytnych i 41% rzeźni drobiu i małych zwierząt;
  • higieny pracowników i szkoleń – 12% i 14%;
  • znakowania mięsa – 10% i 15%;
  • procedur kontroli bezpieczeństwa HACCP – 26% i 28%.

Inspektorzy wydali 18 tys. decyzji administracyjnych w rzeźniach zwierząt kopytnych i 15 tys. w zakładach uboju drobiu i małych zwierząt.

Te dane jasno pokazują, że system kontroli nad jakością mięsa w Polsce jest nieadekwatny do skali produkcji. Zbyt wiele zakładów i zbyt mała liczba urzędowych inspektorów weterynaryjnych powodują, że braki kadrowe uzupełniają weterynarze zatrudniani przez ubojnie i zakłady. Taka sytuacja może prowadzić do takich patologii, jakie pokazano w reportażu „Chore bydło kupię”, gdzie zatrudnionego przez ubojnię weterynarza nie było podczas procedury uboju, którą powinien kontrolować, a szeregowi rzeźnicy sami „oceniali bezpieczeństwo mięsa” stemplując je.

W reakcji na zaistniałą sytuację Minister Ardanowski zadeklarował politykę „zero tolerancji” dla wszystkich uczestniczących w procederach podmiotów oraz wsparcie dla Inspekcji Weterynaryjnej. Jak pokazuje doświadczenie ubój chorych zwierząt to coś, o czym cały czas należy przypominać, bo o sprawie „leżaków” pisano już w 2007 roku (Gazeta Pomorska), kiedy Ardanowski był wiceministrem. Najwyraźniej 12 lat to za mało na znalezienie skutecznego rozwiązania, a przecież mówimy to o bezpieczeństwie jedzenia! 

Maria Wojas

Komentarze

Fundacja Republikańska

Fundacja Republikańska

Close