Skąd się bierze (weźmie) deficyt? O wadliwych mechanizmach wydatkowych sektora finansów publicznych

Skąd się bierze (weźmie) deficyt? O wadliwych mechanizmach wydatkowych sektora finansów publicznych

Jedną z najpoważniejszych i jednocześnie niedostrzeganych społecznie bolączek naszego państwa są finanse publiczne i przepisy regulujące zasady wydatkowania środków publicznych. W efekcie media regularnie elektryzują informacje nt. sytuacji budżetu. Raz są to informacje dobre, raz złe, ale de facto dla obywateli niezrozumiałe pozostają mechanizmy, które je kształtują.

Od początku bieżącego roku byliśmy informowani o doskonałej sytuacji budżetowej (notowana była co miesiąc nadwyżka), ale jednocześnie rządzący zapowiadali, że na koniec roku należy spodziewać się dość wysokiego deficytu. Kilka dni temu pojawiła się w obiegu medialnym informacja o jego planowanej wysokości – 50 mld zł, co wywołało lawinę komentarzy. Jest to doskonała okazja do zastanowienia się nad przyczyną takiej sytuacji.

Pierwszym problemem jest planowanie wydatków budżetowych. Sztywne reguły wydatkowe nie pozwalają, lub co najmniej utrudniają, przesuwanie środków wewnątrz budżetu danej jednostki. Zmniejszenie wydatków w jednej części budżetu nie pozwala na ich swobodne przesunięcie na inne wydatki, przykładowo zmniejszenie planowanych wydatków na pensje nie pozwala na ich swobodne wykorzystanie w celu zakupu dodatkowego sprzętu informatycznego. Poszczególne jednostki finansowane ze środków publicznych zakładają większe wydatki niż faktycznie potrzebują, ponieważ w innym przypadku mogą mieć problemy z pokryciem nieplanowanych wydatków, bądź przechodzić długą biurokratyczną procedurę, aby je zatwierdzić. Opisany mechanizm nie dotyczy jedynie przesunięć środków przeznaczonych na obsługę administracji, ale także środków na realizację polityk państwa (budowę dróg czy szkolnictwo). W efekcie planowane wydatki są większe niż faktycznie potrzebne, co doskonale obrazuje stopień realizacji deficytu w ostatnich latach (mniejszy niż planowany).

Drugim problemem jest nieprzechodzenie środków publicznych na następny rok budżetowy. Jeżeli zaplanowaliśmy większe "awaryjne" wydatki na dany cel, to na koniec roku mamy wolne środki, które wrócą do budżetu państwa. W takiej sytuacji na koniec roku cała administracja szuka możliwości wydania nadmiarowych środków. Dotyczy to zarówno spraw błahych, jak zakup sprzętu biurowego, ale także realizacji ważnych projektów inwestycyjnych, np. budowy odcinka autostrady. Jeżeli na budowę dróg planujemy wydać corocznie 10 mld zł, ale w roku 2017 nie zawarto umowy na budowę odcinka za 0,5 mld, to znaczy, że w przyszłorocznym budżecie zabraknie nam na niego środków, ponieważ niewykorzystane pieniądze wracają do budżetu państwa. Dlatego na koniec roku administracja stara się zawierać nawet niekorzystne umowy, tylko po to, by wykorzystać środki i zakończyć inwestycję. Efektem tego są jedne z najdroższych autostrad w Europie.

Niestety powyższy mechanizm dotyczy działania całego państwa, więc nie tylko autostrady są drogie, ale całe państwo jest drogie. Dodatkowym czynnikiem motywującym do wydawania środków jest niepisana zasada "nie wydałeś, znaczy nie potrzebowałeś" i przy konstruowaniu następnego budżetu Ministerstwo Finansów obcina wydatki jednostkom, które nie wydały całości środków. Dodatkowo pod koniec każdego roku Ministerstwo Finansów zbiera informacje od dysponentów środków publicznych o planowanych oszczędnościach w danym roku budżetowym i ich przeznaczeniu na inny, nieujęty we wcześniejszych planach cel. Wtedy zaczyna się giełda pomysłów, jak można wydać do końca roku dodatkowe środki. Oczywiście kumulacja takich wydatków następuje na koniec roku, kiedy to obserwujemy znaczący wzrost wydatków budżetowych, a co za tym idzie – deficytu budżetowego.

Tak samo będzie w tym roku, ale tym razem zostanie to dodatkowo wzmocnione poprzez przesuwanie dochodów budżetowych na następny rok, co jest sytuacją jeszcze bardziej niezwykłą. Dlaczego administracja mogąc otrzymać pieniądze w tym roku, woli otrzymać je w następnym? Jest to nieracjonalne, ale niestety budżet rządzi się własnymi prawami. Tak więc zapewne w grudniu zanotujemy dużo niższe dochody budżetowe, co pozwoli "przenieść" dochody na przyszły rok i zmniejszyć deficyt w 2018 roku, kiedy po raz kolejny będziemy emocjonować się doskonałymi wynikami budżetu przez pierwszą część roku, aby na koniec roku zobaczyć zupełnie inny obraz rzeczywistości. Czy to oznacza, że sytuacja naszego budżetu jest zła? Nie! To znaczy tylko, że system finansów publicznych, pomimo bardzo szczegółowych regulacji, jest nietransparentny i pozwala na statystyczne manipulowanie wysokością deficytu budżetowego w poszczególnych latach, jednocześnie powodując nieefektywność wydatkowania środków publicznych.

Czy z tą transparentnością można coś zrobić? Jak konstruować budżet, żeby był on oszczędny, ale jednocześnie skuteczny w finansowaniu ważnych zadań publicznych? Na ten temat będziemy dyskutować podczas Kongresu 590 w Rzeszowie. Nasz ekspert, Radosław Żydok, poprowadzi panel Inwestycje, konsumpcja i podatki. Jak zrównoważyć finanse publiczne? w którym udział wezmą: prof. Elżbieta Chojna-Duch (była wiceminister finansów i były członek Rady Polityki Pieniężnej), Paweł Jaroszek (członek zarządu ZUS), dr Marek Rozkrut (główny ekonomista EY) oraz Leszek Skiba (wiceminister finansów).

(źródło zrzutu ekranu: Puls Biznesu)

Komentarze

Fundacja Republikańska

Fundacja Republikańska

Close