Marek Wróbel: Zgoda warunkiem rozwoju

Marek Wróbel: Zgoda warunkiem rozwoju

Jeśli obóz rządzący ma osiągnąć coś więcej niż wybór na następną kadencję, nie może poprzestać na utrzymaniu dobrych wyników sondażowych. Potrzeba budowy prawdziwej zgody narodowej rozumianej jako powszechna akceptacja dla generalnych celów polskiej polityki i wizji przyszłej Polski, czyli inaczej - jednomyślność w kwestiach tożsamości i racji stanu.

Oprócz zastanawiania się, czy kontrole CBA w państwowych koncernach świadczą o braku różnicy między obozem dobrej zmiany a poprzednikami, czy też właśnie przeciwnie – świadczą o zupełnie nowej jakości dzisiejszej władzy – warto zauważyć jedno. Otóż wystąpienie mechanizmu samokontrolnego już po 10 miesiącach rządów (przypomnijmy, że podobną wrażliwością PO-PSL zaczęło się wykazywać mniej więcej w połowie drugiej kadencji) można również odczytać jako przejaw zamykania wstępnego, przygotowawczego etapu sprawowania władzy.

Budowanie warunków rządzenia

Poza kilkoma kluczowymi tematami z kampanii wyborczej, na czele z programem 500+, nowa ekipa zajmowała się w dużej mierze nie tyle rządzeniem, ile tworzeniem warunków do rządzenia. Awantura z Trybunałem Konstytucyjnym (niezależnie od oceny zręczności przeprowadzenia operacji) miała przecież na celu umożliwienie nowemu Sejmowi uchwalania praw własnego pomysłu, bez ciągłego zagrożenia ze strony „trzeciej izby”. Podobnie media publiczne czy wymiar sprawiedliwości – to obszary, bez których kontroli władzę byłoby niezwykle trudno sprawować. Zresztą, 500+ oraz inne tego rodzaju pomysły także dają się zaliczyć do kategorii przygotowawczych – miały bowiem zbudować m.in. korzystny klimat dla rządu oraz wytrącać oręż z ręki opozycji.

Tak samo z kontrolami w spółkach – przecież uczciwość i sterowność kadr to nie tylko jeden z ważnych postulatów PiS, ale przede wszystkim element skutecznego sprawowania władzy! Groźne sygnały płynące z Nowogrodzkiej można rozumieć także jako wezwanie do uporządkowania szeregów. A więc i ta kampania stanowi element przejmowania władzy (tym razem z rąk własnych, niesubordynowanych ludzi).

Wszystko to układa się w obraz zakończenia fazy zerowej rządów obozu dobrej zmiany. Uchwycenie wszystkich (a przynajmniej wielu) ważnych elementów systemu sprawia, że sprawowanie władzy staje się realnie możliwe. Operacja ta zajęła aż 10 miesięcy.

Tu pojawiają się dość ważne pytania.

Po pierwsze, czy przechwycone elementy są wykorzystane w sposób właściwy. Oglądając programy informacyjne TVP można mieć co do tego pewne wątpliwości (ale zmiany w mediach publicznych trwają, więc sytuacja może się odwrócić – albo i pogłębić). Podobne wątpliwości można mieć w sprawie polityki sponsoringowej niektórych spółek skarbu państwa, bo radykalne przestawienie zwrotnicy na przekazy bogoojczyźniane może w jakiejś perspektywie dać efekt przeciwskuteczny. Ale w gruncie rzeczy są to sprawy odwracalne, a poza tym można podać też przykłady właściwego wykorzystywania cugli, na przykład w kwestii walki z korupcją, zarządzania wojskiem (mimo różnych potknięć jednak zmieniło się na korzyść) albo odbierania dzieci rodzicom.

Po drugie, nie do końca jest pewne, czy ekipa rządząca ma generalną wizję, a właściwie zoperacjonalizowaną (bo generalną prezes PiS Jarosław Kaczyński bez wątpienia ma) wizję tego, co należy robić w kolejnych fazach rządów. Ale to temat na osobne rozważania, których zresztą media są pełne.

Czy już gotowe?

Pojawia się też trzecie pytanie, może i ważniejsze od poprzednich. Mianowicie – czy obóz władzy rzeczywiście ma już wszystkie karty konieczne do skutecznej gry (niezależnie od jej celu).

Prokuratura, media publiczne, wojsko, legislatywa, spółki, porządki moralne – to wszystko bez wątpienia jest niezbędne do realnego rządzenia. Ale nadal istnieją obszary nietknięte lub prawie nietknięte. Na pewno należy do nich administracja – rozumiana jako zespół zwalczających się lub co najmniej nie widzących się nawzajem silosów, ale też jako korporacja ludzi myślących i działających w specyficzny sposób, niekoniecznie nastawiony na służenie obywatelom i państwu. Tu dobra zmiana jest bardzo potrzebna, choć na razie nie widać jej jaskółek, poza nielicznymi przykładami, jak sprawne wprowadzenie 500+ czy próby skoncentrowania polityki gospodarczej.

Niezmiernie ważnym elementem powodzenia jakiejkolwiek polityki poważniejszej niż budowanie orlików czy walka z dopalaczami jest poparcie społeczne, w tym niezmącone przekonanie o legitymacji władzy. O te parametry każdy rząd musi szczególnie dbać, jeśli władzy stracić nie chce, a już zwłaszcza wtedy, gdy stoi w obliczu poważnych wyzwań, obojętnie jakiej natury.

Oczywiście, rząd PiS zabiega o poparcie różnymi sposobami – od programów socjalnych, przez dowartościowywanie grup dotychczas lekceważonych, propagandę w mediach, na zwalczaniu nieodpowiednich praktyk we własnych szeregach kończąc. Władza stara się, wiele inicjatyw udaje się różnie, jednak efektem jest wysokie jak dotąd poparcie w sondażach. Nie trzeba dodawać, że swój udział w sukcesach PiS ma nieudolna opozycja, która albo nie wykorzystuje błędów przeciwnika, albo wręcz mu podpada.

Bieżące preferencje wyborcze to parametr bardzo płytki i zmienny, o czym dobrze wiedzą wszyscy uczestnicy i obserwatorzy polityki. Na trudne czasy i wielkie zadania potrzeba czegoś solidniejszego niż tylko nieźle wyglądające słupki

Niemniej trzydziesto- czy trzydziestokilkuprocentowe poparcie to za mało, jeśli na dłuższą metę ma się ambitniejsze zamiary albo gdy obiektywna sytuacja robi się trudniejsza. A przecież dzisiaj występują obydwa te czynniki. Na dodatek bieżące preferencje wyborcze to parametr bardzo płytki i zmienny, o czym dobrze wiedzą wszyscy uczestnicy i obserwatorzy polityki. Na trudne czasy i wielkie zadania potrzeba czegoś solidniejszego niż tylko nieźle wyglądające słupki.

Przewartościowanie sił i słabości

Polska ma wiele silnych stron, które przez lata były niedoceniane, ukryte lub wręcz uważane w debacie publicznej za słabości. Na przykład brak istotnych mniejszości narodowych jest dziś doceniany nie tylko przez Polaków (inaczej sądzą już tylko coraz bardziej anachroniczni outsiderzy), ale i coraz wyraźniej zauważany za granicą. Wyraźnie wybija się także duma narodowa i tożsamość, zwłaszcza w młodym pokoleniu. Bardzo istotne jest również przywiązanie do wartości – i tu także wśród młodzieży, która, jak się okazuje, jest bardziej konserwatywna i tradycyjna od swoich rodziców. Zaletą Polaków jest także przedsiębiorczość i pracowitość, choć niestety warunki stworzone przez III RP sprawiły, że najlepiej uwidaczniają się one w Londynie.

Siła Polaków i Polski wzrasta także z powodu słabości innych krajów. Bezradność Zachodu wobec problemów, które w zasadzie sam sprokurował oraz chaos, korupcja i przemoc Wschodu – to czynniki, które sprawiają że jesteśmy względnie mocniejsi i lepiej się czujemy we własnej skórze.

Niestety, niektóre silne strony naszego kraju po jakimś czasie okazują się mniej warte niż sądziliśmy. Na przykład niskie zadłużenie naszej gospodarki jest po prostu mitem – zadłużamy się szybko, mamy dług ukryty, a na dodatek nie jesteśmy zbyt dużym wierzycielem. Albo nasz wzrost gospodarczy: owszem, jest szybszy niż w starej Unii, jednak nadal zbyt wolny (i wolniejszy niż przed akcesją), poza tym jest w sporej części generowany przez firmy zagraniczne. Zresztą i zdolność przyciągania obcych inwestorów, będąca przez dekady celem samym w sobie, dziś już staje się przedmiotem częściowo słusznej krytyki. Inny przykład pozornej siły to stopień edukacji: byliśmy dumni z liczby studentów, a później okazało się, że produkcja setek tysięcy politologów czy menedżerów to w sporej mierze marnowanie zasobów.

Siła Polaków i Polski wzrasta także z powodu słabości innych krajów. Bezradność Zachodu wobec problemów, które w zasadzie sam sprokurował oraz chaos, korupcja i przemoc Wschodu – to czynniki, które sprawiają że jesteśmy względnie mocniejsi

Mamy też i jednoznaczne słabości. Oczywiście demografia; w Polsce rodzi się za mało dzieci. Polki rodzą za to w Wielkiej Brytanii, z czego płyną wnioski, które przekuły się w program 500+, a także Mieszkanie+ i inne. Demograficzna skuteczność tych przedsięwzięć dopiero się okaże, ale warto zauważyć, że sam poziom życia to jeszcze nie wszystko. O wiele ważniejszym czynnikiem zachęcającym do prokurowania potomstwa jest optymizm: przekonanie, że młodzi rodzice oraz dzieci mają przed sobą lepszą przyszłość. Oczywiście, kwestie materialne mają tu znaczenie, ale ważne jest też poczucie bezpieczeństwa, stabilności i jakiejś wizji.

Deficyt wizji

Polakom chyba brakuje wizji. O ile na przykład zwykli Rosjanie są gotowi zaakceptować wojnę i wyrzeczenia, byle tylko Rosja była wielka, a Czesi chcą mieć spokój, ale na własnych zasadach i we własnym stylu, to w Polsce wizjami i racją stanu zajmują się wyłącznie elity. W dodatku nie zgadzając się między sobą niemal w niczym. Przy czym brak powszechnej czy też powszechnie akceptowanej wizji u Polaków nie oznacza braku wartości czy tożsamości. Oznacza tylko brak wniosków na przyszłość.

Nowe, trudne zadania stojące przed Polską będą wymagały wysiłku i skupienia. A także ponoszenia kosztów. Bez powszechnej akceptacji dla wielkich projektów Polacy nie będą w nich uczestniczyć, na przykład głosując nogami i wyjeżdżając. A wtedy zabraknie sił i pieniędzy. Dlatego jest tak ważne, by Polaków integrować i prowadzić do wyższego poziomu świadomości celów i wyzwań. Oznacza to konieczność powszechnego i możliwie zgodnego zaakceptowania elementów racji stanu.

Polska na braku wspólnej wizji w ciągu ostatniego ćwierćwiecza tylko traciła. A kiedy jakiś powszechnie akceptowany cel pojawiał się – jak wejście do NATO – zyskiwała. Brak jedności powoduje straty, bo tworzy zły klimat i PR w kraju i za granicą, bo utrudnia koordynację działań, a ułatwia robotę naszym przeciwnikom. Najświeższym przykładem jest budowa obrony terytorialnej: wszelkie zarzuty, jak bajanie o „prywatnych bojówkach Macierewicza” czy informacje o falangistach w Strzelcu, realnie spowalniają i ograniczają projekt. Albo reforma szkolna: jeszcze rok temu prawie nikt nie bronił gimnazjów, dziś natomiast wrzawa przyczynia się do utraty pewności siebie przez ministerstwo edukacji.

Brak zgody narodowej jest także powodem niskiego poziomu tzw. kapitału społecznego. Najwięcej nań utyskują wprawdzie eksperci i działacze lewicowi, zarazem pomijając niektóre przyczyny takiego stanu rzeczy, jednak nie ulega wątpliwości, że zaufanie obywateli do instytucji i do siebie nawzajem jest generalnie okolicznością korzystną, o ile oczywiście uzasadnioną. Sprawia na przykład, że niższe są koszty wszelkich transakcji. Obniża też poziom korupcji. I sprawia, że ludzie chętniej skupiają się na tematach naprawdę istotnych, a nie zastępczych. Ponieważ tematy zastępcze są często na rękę politykom (niestety również obozu rządzącego), można więc powiedzieć, że paradoksalnie wyższy poziom zaufania oznacza też większy stopień społecznej kontroli nad władzą!

Przed nami wielkie wyzwania. Skuteczne odpędzenie moskiewskiego niebezpieczeństwa (w jakimkolwiek wymiarze), budowa silnej narodowej gospodarki, projekt ABC (Adriatyk-Bałtyk-Morze Czarne), uczynienie z Polski bezpiecznej przystani dla tego, czym będzie w przyszłości Europa –każdy z tych celów wymaga narodowej aprobaty. Inaczej będzie nieskuteczny albo mało skuteczny.

Wobec tego ważnym celem rządu PiS, i to nie celem etapowym, ale permanentnym, musi być budowanie jedności narodowej. Nie w klimacie PRL-owskim, nie przez symboliczne wyniszczenie przeciwników (a przynajmniej nie wszystkich), ale poprzez jasne i wiarygodne komunikowanie i przekonywanie.

Nie będzie lekko

Tu od razu rodzą się problemy. Po pierwsze – i to jest bardzo trudna wiadomość dla zwolenników dobrej zmiany – trzeba sobie uświadomić, że choć przemysł pogardy zbudowali „tamci”, to my będziemy musieli go rozmontować. Tak, niezgoda narodowa to wina Tuska, ale odpowiedzialność za budowę zgody spada na Jarosława Kaczyńskiego. Nie będzie łatwo o taką konstatację w szeregach ludzi, którzy przez lata naprawdę byli poddani przemocy symbolicznej, a czasami i dosłownej, czują się skrzywdzeni i potrzebują zadośćuczynienia. Tymczasem trzeba będzie założyć dobrą wolę drugiej strony (choćby wbrew faktom) i wyciągnąć rękę, która zresztą nader często będzie zawisała w powietrzu.

I to jest właśnie drugi problem: druga strona zrobi wiele, by do takiej zgody nie dopuścić. Bo to zagraża jej egzystencji. Nie mówiąc już o tym, że pewna część przeciwników dobrej zmiany jest po prostu w jakiś sposób uzależniona od ośrodków zagranicznych, które są zainteresowane w przedmiotowości, a nie podmiotowości Polski.

Niezgoda narodowa to wina Tuska, ale odpowiedzialność za budowę zgody spada na Jarosława Kaczyńskiego. Nie będzie łatwo o taką konstatację w szeregach ludzi, którzy przez lata naprawdę byli poddani przemocy symbolicznej, a czasami i dosłownej, czują się skrzywdzeni i potrzebują zadośćuczynienia

Ale jest i dobra wiadomość: zgoda ma tworzyć się w narodzie, a nie na Czerskiej. Spójność nie musi obejmować ośrodków jątrzenia, które bez względu na wszystko zostaną i tak nieprzejednane. Zresztą, problem rozwiąże się sam, bo w miarę dogadywania się Polaków wpływy wyżej wymienionych w naturalny sposób będą malały na takiej zasadzie, na jakiej dzieje się to od mniej więcej dekady.

By budować jedność, PiS musi spełnić co najmniej trzy podstawowe i niełatwe warunki. Po pierwsze, musi zaprezentować wizję spójną i bliską ludziom, a zarazem kompletną. Na nową sieć autostrad Polacy się nie skuszą. To musi być coś większego – na przykład uczciwe i bezpieczne państwo, w którym Polacy są gospodarzami i które jest w stanie zwyciężyć wszystkich swoich nieprzyjaciół oraz grać w pierwszej europejskiej lidze. Po drugie, PiS musi być formacją wiarygodną, to jest prowadzić działania uczciwie i z oddaniem, tępić nawet niewielkie patologie we własnych szeregach i działać zgodnie z zapowiedziami (a nie przeciw). I wreszcie po trzecie – dostrzec w swoich przeciwnikach zatroskanych obywateli, a nie tylko zaczadzone tłuste koty albo agentów. Sprawy nie ułatwi fakt, że niektórzy z adwersarzy są jednym lub drugim naprawdę.

Jak to robić?

Budowanie zgody wymaga taktyki, ale przede wszystkim strategii.

Do aspektów taktycznych, niezbędnych, acz nie gwarantujących sukcesu, należy na przykład pozyskiwanie sojuszników, najlepiej z odległych (geograficznie, politycznie i mentalnie) stron. Albowiem wypowiedź Leszka Millera, zagranicznej gwiazdy czy rodzimego działacza gejowskiego może zdziałać więcej niż dziesięć konferencji na temat kolejnych programów rządowych.

Innym sposobem postępowania jest włączanie postronnych lub niechętnych w działania rządu. To już się dzieje, na przykład w środowisku kultury (nic dziwnego; jest ona w dużej mierze finansowana przez państwo), start-upowym czy trzeciego sektora. Nie chodzi tu o kupowanie środowisk, choćby dlatego, że to kosztowne, ale o pokazanie, że nowe rządy oznaczają korzyści dla szerszych niż dotąd grup.

Trzeba też naprawdę słuchać nie-swoich i korzystać z ich pomysłów. Nie dość, że przyniosłoby to zupełnie nową w III RP jakość, to jeszcze w dodatku zasiliłoby obóz rządzący całkiem zacnymi koncepcjami. Natomiast jeśli chodzi o niekonstruktywnych przeciwników, mieliby znacznie utrudnione prowadzenie narracji o „zawłaszczaniu”.

Aspektem w pewnym sensie taktycznym jest także okazywanie pokory i wyższości moralnej nad poprzednikami. Młodzieniec przyjmujący kompanię honorową Wojska Polskiego na pewno nie wpisuje się w ten nurt, podobnie jak nieco starszy młodzieniec w koszuli z monogramami krążący po spółkach skarbu państwa… Natomiast bardzo dobrym przykładem jest postawa prezydenta, którą naprawdę warto obserwować i inspirować się.

Jeśli chodzi o wymiar strategiczny, to najpierw trzeba określić cele polskiej polityki i wizję, w którym miejscu chcemy się znaleźć za odległy, ale wyobrażalny dla zwykłego obywatela czas, czyli na przykład za 10 lat. A następnie należy pokazać drogi dojścia. Obecna ekipa niczego takiego nie przedstawiła, z wyjątkiem obszaru gospodarczego. Plan Morawieckiego, dobry czy zły, jednak pokazuje, o co chodzi obozowi dobrej zmiany i jak chce do celu dążyć.

Zgoda już jest!

Istnieje pewna i sprawdzona droga budowania zgody narodowej: poprzez stopniowe eliminowanie pól niezgody. Polska ostatniego ćwierćwiecza ma już w tym doświadczenie. Na przykład około roku 2000 mało kto mówił o bezpieczeństwie energetycznym, a później, gdy zaczęło ono być tematem debaty, pojawiło się mnóstwo opinii na temat zalet rosyjskiego gazu i ropy. Dziś nikt nie kwestionuje potrzeby dywersyfikacji. Ta kwestia jest przedmiotem całkowitej zgody narodowej.

Podobnym przykładem jest stosunek do ochrony życia, przynajmniej w kwestii jej konieczności. Większość Polaków jest za ochroną życia, a za dopuszczeniem aborcji na życzenie – mniejszość. Wprawdzie niemała, ale niezbyt zmotywowana, w gruncie rzeczy godząca się na kompromis. Obecny nawrót dyskusji nad zaostrzeniem lub zliberalizowaniem dopuszczalności aborcji tak naprawdę jest napędzany przez aktywistów, a główne siły polityczne i społeczeństwo tak naprawdę nie chcą zmian. Mamy więc do czynienia wprawdzie z lekko zgniłym, ale jednak konsensusem

Inna kwestia, która ostatnio przestała być kontrowersyjna to konieczność wzmocnienia armii i sojuszy. Polacy czują się zagrożeni (nie tylko od wschodu) i chcą być bezpieczni. Wiedzą, że bezpieczeństwo kosztuje i godzą się na to. A kwestia imigrantów, żeby się tak wyrazić, rozwiązała się sama.

Można przypuszczać, jakie obszary, dziś jeszcze nie będące przedmiotem zgody, na zawarcie narodowego paktu się kwalifikują. Może być to na przykład sprawa ABC, a także Ukrainy. Wydaje się, że w obecnej sytuacji uzyskanie przytłaczającego poparcia dla polskich polityk wobec tych zagadnień nie powinno być trudne (o ile oczywiście rząd wykuje koncepcje i zacznie je realizować). Bliskie konsensusu są też kwestie dumy narodowej i polityki historycznej, choć tutaj nietrudno o błąd polegający na przegrzaniu koniunktury. Podobnie na wyciągnięcie ręki jest ugruntowanie patriotyzmu gospodarczego.

Nieco dalsza, ale też bliska jest perspektywa zgody w kwestii miejsca Polski w zachodniej rodzinie narodów, a także przyszłej postaci Unii Europejskiej i NATO. Na pewno stać nas dziś na ambitniejsze podejście; i będzie ono z aprobatą przyjęte przez większość Polaków. Nie chcemy już być brzydką panną bez posagu, choć zapewne nie jesteśmy jeszcze dziedziczką fortuny z koroną miss Europy.

W dalszej przyszłości zgoda może obejmować wiele innych obszarów, dziś mocno kontrowersyjnych lub wręcz nie do pomyślenia. Powszechny dostęp do broni jest już dyskutowany, a co z dostępem do broni jądrowej (naturalnie, że nie powszechnym)? Co z karą śmierci, popieraną przez większość Polaków? Z prawdziwą ekspansją gospodarczą i cywilizacyjną, poważniejszą niż eksport pod zagranicznymi markami i pozywanie za „polskie obozy koncentracyjne”? A co z warunkami użycia siły zbrojnej, kiedy już ją wzmocnimy?

Istnieje pewna i sprawdzona droga budowania zgody narodowej: poprzez stopniowe eliminowanie pól niezgody. Polska ostatniego ćwierćwiecza ma już w tym doświadczenie

Ciekawe czasy już nadeszły, i my w nich żyjemy. I najlepiej, byśmy żyli zgodnie, bo choć dziś może się wydawać, że nasza chata z kraja, to niebawem może być w samym centrum.


Tekst ukazał się w 22 numerze kwartalnika Rzeczy Wspólne (1/2016). Jego autorem jest Marek Wróbel, prezes Fundacji Republikańskiej.

Komentarze

Fundacja Republikańska

Fundacja Republikańska

Close