Kryzys gospodarczy to wynik utrzymywania imigrantów

Kryzys gospodarczy to wynik utrzymywania imigrantów

Rozmowa z Marine Le Pen

Europa technokratów i wspólnych rynków finansowych jest ślepym zaułkiem. My chcemy Europy Narodów, która będzie gwarantowała zachowanie wolności, tożsamości, bezpieczeństwa i dobrobytu Europejczyków. Pierwszym krokiem w tym kierunku jest przywrócenie wyższości prawa narodowego nad prawem unijnym.

Notowania francuskiego prezydenta w sondażach są obecnie niskie jak nigdy dotąd. Czy dobra passa prawicy dobiegła końca?

– Podczas kampanii prezydenckiej w 2007 roku Sarkozy postanowił oprzeć swoją strategię wyborczą na kłamstwie. Z pewnym sukcesem, biorąc pod uwagę, że rzeczywiście został prezydentem. Niemniej jednak, na dłuższą metę kłamstwo nie wybroni się przed prawdą. Nie można być popularnym, gdy nie dotrzymało się słowa w przypadku ani jednej z obietnic złożonych w kampanii prezydenckiej. Elektorat pokazał mu czerwoną kartkę za to żałosne otwarcie na lewo, którego dokonał, integrując w rządzie osobistości polityczne związane z lewicą, z czego się w tej chwili wycofuje. Tego oszustwa wyborcy mu nie wybaczyli i nie wybaczą.

Front Narodowy zyskał na sile. Czy to oznacza, że coraz więcej wyborców ma dość politycznie poprawnej retoryki centroprawicy?

– To druga klęska Sarkozy’ego. Chwalił się, że „zabił Front Narodowy”. My jednak powróciliśmy na francuską scenę polityczną. Podczas trzech ostatnich lat Sarkozy usiłował wmówić Francuzom, że mają wybór wyłącznie między jego partią a Partią Socjalistyczną. Wyborcy mu pokazali, że istnieje alternatywa do tych ugrupowań. Eksperci od zawsze uważali, że ludzie głosują na FN w ramach protestu. Wybory regionalne dowiodły, że to błąd analityczny. Ludzie głosowali na nas, bo odcinamy się od polityki, która zapędziła kraj w ślepy zaułek.

Francuska polityka kręci się w ostatnim czasie wokół kwestii tożsamości narodowej. Rząd wprowadził zakaz noszenia burek i nikabów. Czy rozwiąże to problem politycznego islamu?

– Ta niesłychanie ważna debata, bo dotyczy fundamentów naszej tożsamości. Zasłony islamskie stanowią część żądań społeczności muzułmańskiej, które są sprzeczne z naszymi wartościami republikańskimi i niszczą nasze społeczeństwo. Pewne ugrupowania polityczno-religijne rzuciły państwu wyzwanie, chcąc mu narzucić w imię wielokulturowości zasady islamu. My na to odpowiadamy wyraźnie: szanujemy kraje muzułmańskie, ale nie będziemy żyli we Francji jak w krajach islamskich, oraz nie pozwolimy sobie narzucić praw, zwyczajów oraz rytuałów inspirowanych szariatem. Tu nie chodzi o rozwiązanie złożonego problemu, którym jest polityczny islam, ale o pewien symbol, o wysłanie wyraźnego sygnału do muzułmanów, że jako państwo laickie nie poddamy się tego typu żądaniom.

Czy zakaz noszenia burek i nikabów nie ogranicza wolności religijnej. Dla muzułmanów to symbole wiary podobnie jak dla chrześcijan krzyż...

– Każdy ma prawo wierzyć lub nie wierzyć. Zasada laickości jest jednym z fundamentów naszego systemu republikańskiego i jasno określa granice wiary, zamykając ją w sferze prywatnej. Nie wolno narzucać innym swojej wiary. Islam musi się tej zasadzie podporządkować.

Front Narodowy jest z powodu tej postawy często oskarżany o rasizm...

– To stara i dobra metoda lewicy i skrajnej lewicy. Kryminalizacja odmiennych opinii, by obłożyć tabu debatę na określone tematy. Takim tabu obłożone są kwestie islamu w Europie oraz masowa imigracja. Nie wolno krytykować ani jednego, ani drugiego.

FN w 2007 roku prowadził jednak kampanię prezydencką dla Jean-Marie Le Pena przy pomocy plakatów ze zdjęciem młodej Francuski pochodzenia arabskiego. Czy to znaczy, że jedni imigranci są w porządku, a drudzy nie?

– Powiem od razu, żeby sprawy były jasne: Front Narodowy nie jest partią ksenofobiczną, tylko frankofilską. Wychodzimy z prostego założenia: nasz kraj liczy ponad pięć milionów bezrobotnych, osiem milionów ludzi żyjących na granicy ubóstwa i ponad sto tysięcy bezdomnych i jest gospodarczo wykrwawiony do ostatniej kropli. Co oznacza, że nie stać nas na finansowanie masowej imigracji. Tu chodzi o zachowanie społecznego pokoju. Jak tak dalej będzie, ludzie wejdą na barykady. My się przeciwstawiamy nielegalnej imigracji. Jeśli ktoś pochodzi spoza Francji, ale jest zintegrowany, pracuje i płaci podatki, nie mamy nic przeciwko niemu.

To jak rozwiązać problem tych imigrantów, którzy się nie integrują?

– Musimy zmienić nasze podejście do problemu imigracji. Odkąd Sarkozy jest prezydentem, forsuje tak zwaną „imigrację selektywną”. Ta kretyńska koncepcja polega na tym, że okrada się kraje rozwijające się z ich elit, które sprowadza się na rodzimy rynek pracy, co powoduje obniżenie pensji francuskich pracowników. To jest moralnie nie do przyjęcia. Trzeba także porzucić jak najszybciej prostoduszną wizję lewicy, że imigracja jest czymś wyłącznie pozytywnym, że nie ma ona dramatycznych konsekwencji dla kraju przyjmującego cudzoziemców. Żeby sprawy były jasne: nierównowaga budżetowa i finansowa, która daje nam się w tej chwili we znaki, wynika z finansowania masowej imigracji, czyli z płacenia zasiłków różnorodnym imigrantom, którzy żerują na systemie społecznym. Szaleństwo imigracyjne prowadzi do zubożenia całego społeczeństwa i uszczupla budżet państwowy. Trzeba więc wprowadzić preferencje narodowe w przydziale miejsc pracy, zasiłków i mieszkań. Nie rozwiążemy także problemu imigracji, jeśli nie zniesiemy podwójnego obywatelstwa i prawa do automatycznego nabycia narodowości francuskiej.

Z problemem imigracji wiąże się problem bezpieczeństwa. Mimo wysiłków i polityki „zero tolerancji” forsowanej przez Sarkozy’ego wciąż płoną przedmieścia, jak ostatnio w Tremblay...

– Prezydentowi zasadniczo brakuje woli, by zrealizować własne obietnice. Od 2007 roku przemoc rośnie w naszym kraju, nie oszczędzając żadnego regionu i dotykając wszystkich warstw społecznych. Trzeba skończyć z obietnicami i przejść do czynów. Wymaga to prawdziwej polityki „zero tolerancji”. Trzeba unieszkodliwić przestępców, rozbić bandy zorganizowane, bezlitośnie stosować istniejące prawo oraz egzekwować kary. Policja musi dysponować wystarczającymi środkami, by zmusić ludzi do przestrzegania prawa. Nadszedł czas, by strach zmienił stronę.

Front Narodowy proponuje powrót do kary śmierci. W tym celu Francja musiałaby jednak wystąpić z Unii, która formalnie zakazuje stosowania takiej kary...

– Ja wychodzę z założenia, że nikt i nic nie stoi powyżej suwerenności narodowej. Żaden traktat unijny nie jest w stanie zmusić narodu, by działał naprzeciw własnej uzasadnionej i wolnej woli. A na tym opiera się demokracja.

Ale czy kara śmierci rozwiąże problem przestępczości?

– Kwestia kary śmierci jest powiązana z kwestią kary dożywocia. Prawdziwe dożywocie bez możliwości zwolnienia warunkowego, jedyna kara, która jest w stanie zapobiec recydywie, nie istnieje w prawie francuskim. Warto więc zreformować najpierw cały system hierarchizacji kar, aby uchronić niewinnych ludzi przed notorycznymi kryminalistami. Potem można się zastanowić nad karą śmierci. Obecny system jest wadliwy i w przypadku pedofilów nie raz byliśmy świadkami smutnych konsekwencji tych wad.

Jest pani europosłanką. Równocześnie Front Narodowy prowadzi politykę eurosceptyczną i sprzeciwia się wejściu Turcji do UE...

– Nie akceptujemy modelu konstrukcji europejskiej, który jest nam w tej chwili proponowany i który idzie w kierunku struktury ponadnarodowej, naprzeciw interesom narodów, które tworzą Unię. Kryzys grecki pokazał nader wyraźnie, że jest to pomysł poroniony. Europa technokratów i wspólnych rynków finansowych jest ślepym zaułkiem. My chcemy Europy Narodów, która będzie gwarantowała zachowanie wolności, tożsamości, bezpieczeństwa i dobrobytu Europejczyków. Pierwszym krokiem w tym kierunku jest przywrócenie wyższości prawa narodowego nad prawem unijnym. Ta logika globalistyczna, która dominuje w Brukseli, niszczy ten kontynent. Suwerenność to nie ozdoba, tylko podstawa istnienia każdego narodu. W tej wspólnocie narodów Turcja nie ma swojego miejsca, bo po pierwsze – nie leży w Europie, a po drugie – nie jest krajem chrześcijańskim. A tym, co łączy wszystkie kraje unijne, jest wspólne dziedzictwo chrześcijańskie.

Odwołanie do wspólnego dziedzictwa chrześcijańskiego nie znalazło się jednak w preambule traktatu z Lizbony. Może Europa powinna znaleźć bardziej uniwersalny wspólny mianownik, który nie odwoływałby się do religii?

– Co za bzdura. Na ten temat nie powinno się nawet dyskutować, to jest tak oczywiste. Nasz kalendarz, nasze święta narodowe, wakacje szkolne, Boże Narodzenie. Wystarczy pospacerować po stolicach Europy, by dostrzec to dziedzictwo. Korzenie chrześcijańskie Europy widać wszędzie, dominują w każdym kraju członkowskim Unii. Nikomu nie przychodzi do głowy, by wątpić w islamskie korzenie Arabii Saudyjskiej czy w tradycje szintoistyczne Japonii. Dlaczego więc ktokolwiek wątpi w korzenie chrześcijańskie Europy? To jest dla mnie zupełnie niezrozumiałe i mogę to sobie wytłumaczyć wyłącznie poronioną poprawnością polityczną. Europa musi się wreszcie obudzić, zanim straci te kilka atrybutów, które jej jeszcze pozostały.

Rozmawiała Aleksandra Rybińska

Marine Le Pen (ur. 1968), francuska polityk, adwokat, deputowana do Parlamentu Europejskiego, córka założyciela i lidera Frontu Narodowego Jean-Marie Le Pena. Najpierw radna, od drugiej połowy lat 90. członek władz tej partii. Od 2003 roku wiceprzewodnicząca, od 2004 eurodeputowana z ramienia FN. W 2007 roku prowadziła prezydencką kampanię wyborczą swojego ojca. Uważana za głównego kandydata do przejęcia po nim schedy w partii.

Aleksandra Rybińska (ur. 1976), absolwentka Wydziału Socjologii paryskiej Sorbony oraz Instytutu Nauk Politycznych w Paryżu (IEP). Dziennikarka działu zagranicznego „Rzeczpospolitej”, w przeszłości pracowała w Niemczech m.in. dla „Welt am Sonntag”, „Süddeutsche Zeitung”, BBC World Service, CNN International oraz telewizji kablowej SAT 1. W wolnym czasie pracuje jako wolontariusz dla OPS na Woli i pisze swoją pierwszą książkę, beletrystykę z dziedziny crime story, tak dla rozrywki. Trochę podróżuje, kiedy czas pozwoli, i biega z psem po lesie.

Artykuł z Rzeczy Wspólnych 3 (1/2011)

Komentarze

Zespół "Rzeczy Wspólnych"

Related Articles

Close