"Naród - idee polskie" - Henryk Rzewuski

“Naród – idee polskie” – Henryk Rzewuski

HENRYK RZEWUSKI

Głos na puszczy

Jak człowiek pojedynczy nie jest mocen odmienić tej konstytucji fizycznej, którą otrzymał
od Przyrodzenia, by przysposobić konstytucję innego człowieka, tak i człowiek zbiorowy
nie jest w mocy przyjąć innej konstytucji politycznej niż tej, której zaród otrzymał od Boga
razem z tym węzłem towarzyskim, który go zrobił narodem, a który rozwinięty został pod
Boską opieką. I jak człowiek słabej konstytucji nie zdoła jej samowolnie przekształcić na
silniejszą, tak też i naród nie zdoła wzmocnić swojej jeżeli ku temu nie otrzymał warunków
w swojej narodowości. Zresztą te wyrazy: słaba lub mocna konstytucja, są zawsze ułudne,
bo ich niepodobna zrównoważyć z jakimś rzeczywistym znaczeniem. Człowiek, jak mówią
zwykle, konstytucji silnej, nie ma rękojmi dłuższego żywota niż człowiek słabowity. Owszem
doświadczenie nas przekonywa, że ludzie słabowici umieją opierać się chorobom, lubo
ciągle im podlegają; a znowu ludzie olbrzymiej siły, pozwalając sobie bezkarnie wszelkich
nadużyć, giną za pierwszym natarciem lada choroby. Toż i narody. Roztropna higiena może
w nich pokrzepić warunki żywota, na pozór chorowitego, a te warunki istnieć mogą tylko w
wierzeniach publicznych i w obyczajach obywateli. Ale chcieć odmienić a radice konstytucję
praktyczną swojego narodu, jest dążnością narodobójczą; bo konstytucja jaka jest, jest życiem
narodu. Reformator radykalny cóż usiłuje uczynić? Oto odebrać życie narodowi, a potem
nowe życie utworzyć, które by jego zwłoki na nowo ożywiło.
Lecz z tego nie wnioskujmy, że narody są skazane na nieruchawość, tak jak Chiny,
które od tylu wieków nie są zdolne do uczynienia żadnych kroków, ani postępnych ani
wstecznych. Bynajmniej. Gdzie jest żywot, tam musi być ruch; i każdy naród, tym samym, że
żyje, chociaż bez żadnych reform widocznych, przekształca jednak swoje formy.
W każdym stowarzyszeniu żywotnym są dwa duchy: jeden dodatni, zachowawczy,
drugi ujemny, reformacyjny. Jeżeli oba zamartwiają, na ten czas naród skrystalizuje się w
kształtach częstokroć wielce nadobnych i wyrazistych, jak wszystkie krystalizacje. Ale te
kształty będą bez życia organicznego. Narody pod tą skorupą istniejące nie mogą mieć życia
zbiorowego; pozostaną ludzie, ale narodu nie będzie. Takim był Egipt, dotąd zaskorupiony
pod przekleństwem Ezechiela proroka; takimi są dzisiejsze Chiny, na takim stopniu stanęło
było Państwo Rzymskie, kiedy rozszarpane zostało przez młodociane ludy Północy i
Kaukazu, a Greckie, kiedy Islam, pełny wówczas życia, śpieszył by koniec mu położyć.
Ale pokąd naród rzeczywiście żyje, ścieranie się dwóch żywiołów ducha, tworząc
wszystkie fenomena jego historii, jego zawodowi szkody nie przynosi. Jeżeli żywot
narodowy istnieje, duch zachowawczy zawsze zwycięży ducha reformy. Wszakże to
zwycięstwo nie może być tak dalece bezwarunkowe, żeby w działaniu swoim nie objawiło
jakiejś modyfikacji, a tym samym krystalizacja nie nastąpi. A tak, ani Prawodawstwo, ani
Administracja, ani Kunszt, ani Przemysł, ani Literatura nie będą nieruchawe. Owszem będą
rozwijały pierwiastkowe swoje zasady nie przestając być sobą samymi, tak jak młodzieniec
zostaje mężem bez gwałtownych usilności, jedynie ulegając prawom swojej natury. Ale
jeżeli żywioł ujemny górę weźmie nad żywiołem dodatnim, jeżeli go zdoła wykorzenić
z serc obywatelskich, jeżeli mu odejmie wszelką działalność – natenczas nie nastąpi dla
ciała społecznego krystalizacja, ale rozprzężenie, rozkład, dłużej lub krócej trwający, pokąd
nie pożre ostatniego atomu żywotności narodowej. Tu mowa o zwykłym toku rzeczy,
podwładnym rozumowi ludzkiemu. Bo któż wątpić może, że potęga Boska jest silniejszą nad
wszystkie prawa Przyrodzenia. Bywały w starożytności przykłady jakichś nadzwyczajnych
ofiar, które wyjednały od Boga, iż ten tchem swojej wszechmocności ożywiał obumarłe
członki, tak jak Jego Słowo wcielone, zwyciężywszy Przyrodzenie, zdołało wskrzesić już
próchniejącego w grobie Łazarza.

Ale wszystkie modyfikacje, którym żywioł dodatni ducha narodowego ulega, w walce
swojej z żywiołem ujemnym, nie mają się ściągać aż do praw zasadniczych narodu, bo te
z okręgu władztwa ludzkiego wychodzą. Prawa zasadnicze są to albowiem te Bogi, które
wywołane z oblężonego grodu, unosiły z sobą sam byt Jego mieszkańców. Naprzeciwko
praw zasadniczych narodu, żaden głos cierpianym być nie powinien, i nim nie będzie,
pokąd samopoznanie żywotności narodowej istnieć będzie w sercach większości jednostek,
składających zbiorowe ciało. Rzecz dziwna, wszyscy się godzą, że ani jednej nie ma nauki,
gdzie by nie były jakieś pierwiastkowe zasady, rozumowaniu nie uległe, a które jej służą
za podstawę. Bo inaczej nauka, poczynając od aktu wątpliwości, tym samym stałaby się
niepodobną – a dla najważniejszej rzeczy, dla Konstytucji Politycznej narodu, stanowiącej
jego jestestwo, nie chcą przyznać zasad niezachwianych, lecz tylko takie, co je dowolnie
namiętność dzienna przeinaczyć może.
Gdyby ludziom była dana moc tworzenia praw zasadniczych, tym samym dana
by im była możność tworzenia narodów – a jakiekolwiek wyszukiwania historyczne
przedsięweźmiemy, one nas zawsze przekonają, że utworzenie tej jedności, przez którą
naród jest tym a nie innym narodem, zależy od warunków nie podwładnych potędze ani
geniuszowi ludzkiemu. Nawet za dni naszych widzieliśmy tego dowód oczywisty. Rewolucja
francuska, zrobiwszy rozwód nie tylko ze swoimi prawami zasadniczymi, ale nawet z Religią,
z Historią, jednym słowem z całą przeszłością swoją, usiłowała orężem i kombinacjami
mądrości ludzkiej tworzyć nowe narody, lub wskrzesić takie, które od dawna były umarły.
Do tego ani rozumu ani potęgi jej nie zabrakło. Najwyższa władza ówczesnej Francji
urzędowa ogłosiła pod firmą Rzeczypospolitych, byt narodów Batawskich, Rzymskich,
Cizalpińskich, Liguryjskich, Partenopskich, Ankonetańskich. Stanęły Rządy, wojska, nawet
jakaś działalność nie bez świetności. Francja tym jasełkom dała wszystko co dać mogła, ale
nie miała mocy dania im życia. Te wszystkie działania tych mniemanych ciał politycznych
były poruszeniami galwanicznymi, tyle czasu trwającymi, ile zostawały pod wpływem słupa
Voltaicznego. Jak tylko Francja się usunęła, te improwizowane żyjątka polityczne okazały
się natychmiast tym, czym były w istocie, trupami i nic więcej. Napoleon zrobił przeciwpróbę
tego nicestwa. I on zaczął tworzyć nowe narody, ale już pod firmą monarchiczną, w
której więcej pokładał ufności. Monitor ogłosił metryki nowonarodzonych Królestw
Holenderskich, Włoskich, Westfalskich. Napoleon usiłował je uwiecznić siłą oręża,
protokołami dyplomatycznymi, urządzeniem dobrego sądownictwa i wzorowej administracji.
Co większa, we Włoszech na przykład, zdołał do swojego utworu przywołać sympatie ludu,
a i tu wicher niepowodzenia w jednej chwili rozproszył te sztuczne kształty. Te mniemane
narody bynajmniej nie brały udziału do tych scen dramatycznych, w których ich wojska
walczyły z przeznaczeniem. A rzeczywiście innych wojsk nie było oprócz Napoleońskich;
bo cóż one miały wspólnego z tymi ziemiami, na których się urodziły? Śladów tej pysznej
budowli nie pozostało. Bo wojsko bitne, administracja mądra, urzędy sprawiedliwe, nawet
sympatie indywidualne, jeszcze nie stanowią życia narodu; a życie może istnieć bez wojska,
nawet bez Rządu, może się rozwijać wyłącznie w obyczajach obywateli. Idzie o to tylko,
ażeby życie było rzeczywiste a nie sztuczne.

Henryk Rzewuski (1791-1866) – pisarz i konserwatywny publicysta polityczny. Urodził
się w Sławucie na Wołyniu. Nauki pobierał u karmelitów w Berdyczowie i we francuskim
pensjonacie w Petersburgu. Lata 1806-1807 spędził w Krakowie, gdzie uczęszczał na
wykłady uniwersyteckie. Zaciągnął się do armii Księstwa Warszawskiego
i wziął udział w kampanii 1809 r. Swój rozwój intelektualny zawdzięczał kolejnym
podróżom, w czasie których zetknął się z wieloma wybitnymi myślicielami początku
XIX wieku. Szczególnie doniosłe znaczenie miało dla niego zapoznanie się z dorobkiem
konserwatystów – obrońców katolicyzmu i przeciwników rewolucji: J. de Maistre’a, L. de

Bonalda i K. L. von Hallera. Do rozpoczęcia kariery pisarskiej zachęcił Rzewuskiego Adam
Mickiewicz, którego spotkał w 1825 r. na Krymie i w 1830 r. w Rzymie. Po powrocie z
zagranicznych wojaży w 1832 r., osiadł w majątku Cudnów na Wołyniu. Przez cztery lata
był marszałkiem powiatu żytomierskiego. Inspirował kontakty środowisk zachowawczych,
współpracując m.in. z M. Grabowskim i ks. I. Hołowińskim. Współtworzył grupę literacko-
polityczną zwaną „petersburską koterią” (lub „pentarchią”) od nazwy pisma, na łamach
którego jej reprezentanci publikowali – „Tygodnika Petersburskiego”. Kilka lat spędził w
stolicy Rosji. Po powrocie na ziemie polskie, zamieszkał w Warszawie, pełniąc funkcję
urzędnika do specjalnych poruczeń przy namiestniku I. F. Paskiewiczu. Dzięki wsparciu
rządu carskiego założył pismo „Dziennik Warszawski”. Ostatnie lata życia spędził na
Wołyniu. Zmarł w Cudnowie. Jego działalność polityczna, zdaniem wielu krytyków nazbyt
ugodowa wobec zaborców, oraz wyraziste, konserwatywne poglądy ideowe, uczyniły go
osobistością bardzo kontrowersyjną, dla niektórych stał się wręcz symbolem apostazji
narodowej. Zasłynął jednak przede wszystkim jako pisarz, zwłaszcza autor niezwykle
popularnych Pamiątek JPana Seweryna Soplicy, cześnika parnawskiego (1839). Napisał
również m.in. Głos na puszczy, próbki moralne i polityczne (1847), Wędrówki umysłowe
przez autora Zamku Kaniowskiego (wydane jako dwa pierwsze tomy siedmiotomowych Pism,
1851), Mieszaniny obyczajowe (1841-1843).
Prezentowane fragmenty pochodzą z pracy Głos na puszczy. Próbki moralne i polityczne,
Petersburg 1847, s. …-….

Komentarze

Zespół "Rzeczy Wspólnych"

Related Articles

Close